05.01.2010

Paliwo ≠ benzyna!

Zauważyliście, że niektórzy mają manierę nazywania benzyny mianem „paliwa”, jakby te słowa były synonimami? A co w takim razie z olejem napędowym, LPG, CNG czy - w przyszłości - np. etanolem lub wodorem? Przecież spełniają w silniku tę samą funkcję!
REKLAMA

Zauważyliście, że niektórzy mają manierę nazywania benzyny mianem „paliwa”, jakby te słowa były synonimami? A co w takim razie z olejem napędowym, LPG, CNG czy - w przyszłości - np. etanolem lub wodorem? Przecież spełniają w silniku tę samą funkcję!

znak nierównościgazeo.plznak nierówności

Podjechałem kiedyś na stację swoim „zagazowanym” samochodem. Stanąłem przy dystrybutorze LPG, ale w taki sposób, że obsługa nie była pewna, czy aby nie będę sam sobie tankował benzyny, w związku z czym nikt się przez dłuższy czas do mnie nie fatygował. Potem, przy kasie, usłyszałem: „Bo myśleliśmy, że pan będzie paliwo tankował”. Rozejrzałem się dookoła i upewniłem, że jestem na stacji paliw i mówię: „A gaz to nie paliwo?”, na co w odpowiedzi usłyszałem: „Nie, paliwo to paliwo, a gaz to gaz”. Co?!?

Jedna rzecz, że takimi wyszukanymi argumentami można wytłumaczyć wszystko. Różnica między słońcem a księżycem na przykład jest zupełnie jasna: słońce to słońce, a księżyc to księżyc. Proste? Jak drut! Podobnie morze to morze, a ocean to ocean, jak również mężczyzna to mężczyzna, a kobieta to kobieta. Oczywista oczywistość, nie wymagająca dalszych wyjaśnień, czyż nie? Po drugie, skoro tylko benzyna to paliwo, to po jakiego diabła leję do zbiornika gaz? Przecież miałem oszczędzać, a nie wozić to nie wiadomo po co!

Nie mam pojęcia, z czego to wynika, ale na przemian śmieszy mnie i drażni takie nazewnictwo. Jak mnie pytają na stacji, czy przyjechałem po paliwo, to mam ochotę odpowiedzieć, że przecież nie po wędzone ryby, ale wiem, że kijem Wisły nie zawrócę i tylko narażę się na nieprzyjemne spojrzenia „spode łba”, jak zacznę kogoś pouczać. Chyba po prostu irytuje mnie nieprecyzyjność określenia „paliwo” w stosunku do bezołowiowej. Wiadomo, że jak ktoś spod dystrybutora przychodzi do okienka płacić, to nie za zatankowaną wodę sodową (lub ognistą), ale właśnie za paliwo i wypadałoby spytać konkretnie, za jakie. Trochę jakby nazywać uparcie każdy kwadrat prostokątem - niby poprawnie, ale niedokładnie. To pewnie mój problem, że nie potrafię się z tym oswoić. Tak czy inaczej, przyjmować tego dziwnego zwyczaju też nie zamierzam!




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: informacja własna



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.