30.07.2013

Wszystko przez gaz...

Ten gaz to jest dopiero... Nie dość, że niszczy silniki, to jeszcze powietrze z kół od niego schodzi i żarówki się przepalają. Wystarczy zamontować instalację, a od razu rdzewieją nadkola, „umiera” elektryka i przeciera się tapicerka. Niemożliwe? To dlaczego tyle osób obwinia LPG o wszelkie zło dotykające samochody? Mechanicy w warsztatach autogazowych mają w zanadrzu wiele historii na ten temat.
REKLAMA

Ten gaz to jest dopiero... Nie dość, że niszczy silniki, to jeszcze powietrze z kół od niego schodzi i żarówki się przepalają. Wystarczy zamontować instalację, a od razu rdzewieją nadkola, „umiera” elektryka i przeciera się tapicerka. Niemożliwe? To dlaczego tyle osób obwinia LPG o wszelkie zło dotykające samochody? Mechanicy w warsztatach autogazowych mają w zanadrzu wiele historii na ten temat.

Gaz to nie eliksir młodości

Zacznijmy może od tego, że gaz nie naprawia samochodów. Nie łata dziur w nadwoziu, nie uszczelnia przedmuchów w wydechu ani nie oczyszcza zużytego oleju. Niby oczywiste, ale zdarzają się nadal tacy, którzy tego nie wiedzą. Zużyte, kilkunasto- i dwudziestoletnie samochody po prostu sypią się ze starości jak bloki z wielkiej płyty i nie ma to absolutnie żadnego związku z rodzajem zasilania i typem zastosowanego paliwa. Różne rzeczy zwyczajnie zawodzą w takich „prawie zabytkach” i to zazwyczaj w najmniej spodziewanym momencie. Może się przydarzyć, że awaria czegokolwiek (np. chłodnicy lub hamulców) nastąpi krótko po adaptacji auta na LPG, ale czy to o czymkolwiek świadczy? Dokładnie o niczym, a jednak kierowcy potrafią mieć pretensje zarówno do nowego paliwa, jak i do mechaników w warsztacie o to, że tuż po konwersji coś się popsuło. Nieraz trzeba udowadniać, że to przypadek, głupi zbieg okoliczności (bo niby co ma instalacja gazowa do cewki zapłonowej, która w silnikach 1,2 produkcji Volkswagena po prostu jest nietrwała i już?), ale niezorientowani właściciele pojazdów wiedzą swoje.

Taka jest niestety ludzka natura, że zawsze wylewa się pomyje na tych, którzy robili coś z samochodem jako ostatni. Tuż po opuszczeniu bram warsztatu gazowego zaczęło „wyć” łożysko w kole? Jak nic od gazu! Przestała świecić lampka w podsufitce? Na pewno coś zmajstrowali w instalacji elektrycznej. W „zapasie” nie ma powietrza, a dwa lata wcześniej, kiedy się tam ostatni raz zaglądało, było? Ewidentnie przewiercili podczas prac w bagażniku i teraz się wypierają. A może łatwiej byłoby przyznać się przed samym sobą, że jak się jeździ starym samochodem, to trzeba się liczyć ze zużyciem poszczególnych części i podzespołów? To, że pod maskę trafia nowy system, nie odmładza całego auta ani nie leczy jego bolączek. W końcu to tylko dodatkowy układ, służący oszczędzaniu na paliwie, a nie cudowna woda z Lichenia.

Gwarancja na instalację nie równa się gwarancja na samochód

Musimy zmartwić osoby, które wchodzą do warsztatu pół roku po montażu i oczekują bezpłatnej naprawy lub wymiany czegoś kompletnie niezwiązanego z instalacją gazową w ramach gwarancji. Trafiają się „agenci”, którym - podkreślmy, że niesłusznie - wydaje się, że jak zapłacili 3 tys. zł za konwersję, to udzielona na części i usługę gwarancja objęła automatycznie cały (nierzadko również wart 3 tys. zł) wehikuł. Takiego „pacjenta” trzeba natychmiast, acz delikatnie, wyprowadzić z błędu i wytłumaczyć, że nie dostanie w prezencie nowiutkiego rozrusznika, bo niby z jakiej racji? Czemu zakład zajmujący się LPG ma brać odpowiedzialność za układ kierowniczy lub zawieszenie, zwłaszcza w czternastoletnim samochodzie o przebiegu powyżej 200 tys. km? Nie wiadomo, czemu. I słusznie, bo nie ma racjonalnego wytłumaczenia. Jeśli kupi się na giełdzie komplet kołpaków ozdobnych z gwarancją, to chyba nikt nie oczekuje, że w ten sposób 12-miesięcznej ochrony nabywa nagle całe auto, prawda? A może jednak? Strach pomyśleć, że ktoś mógłby tak pomyśleć! To trochę tak, jakby wymienić w domu stolik pod telewizor i spodziewać się, że w ramach odpowiedzialności producenta będzie można naprawić kineskop w leciwym „Rubinie”. Nie. I koniec.

Oszczędzać - tak, dziadować - nie

Często użytkownicy mocno już wyeksploatowanych pojazdów sami są sobie winni, że auto nie działa należycie po przełączeniu z benzyny na gaz. Nie chodzi tu o żadne poważne usterki (typu luzy w zawieszeniu czy zużyte amortyzatory, którym rzekomo miałoby zaszkodzić LPG), ale o powodujący u montażystów i pracowników biur obsługi alergiczną wysypkę i niekontrolowane spazmy zarzut, że na benzynie jedzie, a na gazie gaśnie. Na pewno to wina instalacji! A tu guzik - często winne są stare przewody zapłonowe, świece pamiętające młodość samochodu czy inne, tym podobne „kwiatki”. Wyrastają one na podatnym gruncie niedbalstwa i ignorancji, podlewane przeświadczeniem, że „póki jeździ, to znaczy, że nic nie trzeba robić”. Słyszy się potem opinie o tym, jaki to gaz jest zły, ale żeby tak uderzyć się w pierś i dostrzec własną winę, to raczej rzadkość. Takich ludzi jest dziś mniej niż kiedyś, bo świadomość systematycznie wzrasta (teraz, zgłaszając problemy, kierowcy sami coraz częściej deklarują, że podstawowe elementy już wymienili we własnym zakresie), ale „delikwenci” tego pokroju mogą jeszcze się czasem napatoczyć. Ciekawe, czy za dbanie o zdrowie też biorą się dopiero w stanie przedagonalnym. W końcu po co się leczyć, póki się żyje? A po śmierci po co? To dopiero bezsens!

Rozsądku, przybywaj!

Jeżeli nie zbawi nas niezbadana moc ludzkiego umysłu i zawarte w nim zdrowe, wyważone podejście, to nie ma już dla nas żadnego ratunku. Świadomy montaż w starym samochodzie, a potem pomstowanie o to, że co i rusz coś w nim „nawala”, to chyba nic innego jak czysta, żywa, niczym nie skrępowana hipokryzja. Gaz nie jest po to, by jak za dotknięciem magicznej różdżki zmalały wszystkie wydatki związane z utrzymaniem własnych czterech kółek, ale wyłącznie po to, by zredukować koszty paliwa. LPG nie gwarantuje, że przepracowane mechanizmy odzyskają dawną sprawność, nie czyści, nie myje i nie wiąże krawatów. Ma tylko sprawiać, że rachunki na stacjach benzynowych mniej bolą. Nie jest nawet prawdą, że na gazie się zarabia - na niego się po prostu mniej wydaje. O ile? Zobacz w Symulatorze Opłacalności Montażu. Resztę bierzesz „na klatę” i nie miej za złe paliwu, że masz „purchle” na tylnej klapie. Jeżeli rozgraniczy się korzystanie z LPG od awarii, które nastąpiłyby i tak, niezależnie od zastosowanego napędu, jazda na gazie zawsze będzie sprawiać dużo satysfakcji, bez względu na wiek samochodu. A że o auto w ogóle trzeba dbać, to już inna historia.




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: informacja własna



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.