28.04.2009

Podatek ekologiczny - zawsze pod prąd

Duma mnie rozpiera na myśl, że żyję w kraju, który opiera się powszechnym tendencjom i w imię nonkonformizmu kroczy dzielnie pod wiatr. Piękna jest ta kraina nad Wisłą, gdzie kierowców starych aut chce się podstawić pod ścianą i powiedzieć: kupuj nowe auto albo płać krocie za stare. Nawet w Chinach tak nie robią!
REKLAMA

Duma mnie rozpiera na myśl, że żyję w kraju, który opiera się powszechnym tendencjom i w imię nonkonformizmu kroczy dzielnie pod wiatr. Piękna jest ta kraina nad Wisłą, gdzie kierowców starych aut chce się podstawić pod ścianą i powiedzieć: kupuj nowe auto albo płać krocie za stare. Nawet w Chinach tak nie robią!

Tomasz Pietryszek© iStockTomasz Pietryszek

Nasi oświeceni rządzący, wybrańcy ludu, poczuli ostatnimi czasy przypływ inwencji i w miejsce coraz powszechniejszych w Europie dopłat dla nabywców nowych samochodów (pod warunkiem zezłomowania starego auta) wymyślili coś innego. Być może nie lepszego, ale przynajmniej rdzennie naszego, rodzimego, bliskiego polskiemu sercu i związanemu z tradycyjnymi wartościami. Po co importować rozwiązania niemieckie czy włoskie, kiedy Polacy nie gęsi? Będziemy mieli podatek ekologiczny „made in Poland”, czyli haracz za jazdę używanym pojazdem.

Oddajmy pomysłodawcom resztkę honoru - jeszcze nie wiadomo, czy projekt wejdzie w życie, ale sama idea już i tak woła o pomstę do nieba. Chodzi o to, by akcyzę zastąpić coroczną opłatą, której wysokość zależeć będzie od wieku samochodu i ilości emitowanych przez niego szkodliwych substancji, zwłaszcza CO2. Według pojawiających się sygnałów, mających na razie charakter spekulacji bardziej niż konkretów, minimalna stawka (dla auta nowego) wyniosłaby 100 zł, maksymalna - dla mocno zużytych kilkunastolatków - 3000 zł. To, że państwo chce brać od nas pieniądze, gdy wszędzie wokół władze wspomagają wymianę parku samochodowego na nowszy, można by jeszcze przeżyć, ale kazać sobie płacić co roku więcej niż dany pojazd jest wart? Kto to wymyślił? Niech go uściskam!

Jeżeli jeździ się dwudziestolatkiem „za jedną pensję”, perspektywa dopłacania do niego więcej, niż można by zarobić na sprzedaży to czyste szaleństwo. W założeniach ustawodawców, właściciele takich nieekologicznych „prawie zabytków” pozbędą się ich i będą mieć impuls do nabycia nowego auta. Są tylko dwa problemy: kto kupi starocia obarczonego gigantycznym podatkiem i skąd człowiek, który już jakimś cudem pozbędzie się takiej kuli u nogi, weźmie 30 tys. zł na najtańszy choćby nowy samochód? Będzie musiał przesiąść się na komunikację publiczną, co z punktu widzenia ochrony środowiska też jest jakimś wyjściem, ale chyba nie o to chodzi. Należałoby prawdopodobnie uświadomić naszym łaskawie panującym, że używanie skorodowanego, kopcącego wehikułu pamiętającego lata 80. XX w. to nie kwestia upodobań i wolności wyboru. Samochodami nie spełniającymi norm bezpieczeństwa i czystości spalin jeździmy dlatego, że po prostu nie stać nas na nowocześniejsze. Który kierowca Opla Omegi A nie chciałby przesiąść się na Insignię albo od razu na Audi A6? Chętnych na pewno nie brakuje, ale po wprowadzeniu nowego podatku na pewno nie pozbędą się z dnia na dzień swoich wiekowych czterech kółek i nie przypuszczą szturmu na salony w poszukiwaniu nowych modeli. Nie tędy droga!

Nierozwiązaną kwestią pozostaje postępowanie wobec tych, którzy już mają samochody i zapłacili od nich akcyzę. Mówi się, że „ponury żniwiarz” ich również nie ominie, ewentualnie uzyskają ulgę. Zbytek łaski, doprawdy - przecież każdy obywatel obdarzony jako takim poczuciem obowiązku i w miarę rozwiniętą moralnością z uśmiechem na twarzy i śpiewem na ustach uskrzydlony pobiegnie zapłacić kolejną „daninę” od tego samego przedmiotu. I jeszcze zostawi opryskliwej pani w okienku skarbówki suty napiwek! Bo Polak to człowiek szczery i łoży na ochronę przyrody. I nie zepchnie „gruchota” do rowu (jakie zresztą miałby wyjście, skoro wszyscy potencjalni nabywcy będą go unikać jak ognia), tylko sumiennie będzie zanosił co roku pieniądze do urzędu, żeby nie uszczuplać dochodów państwa, a także czuć, że ma osobisty udział w otaczaniu opieką bobrów, świstaków i krewnych ministra.

Czy ktoś ma bowiem złudzenia, że wydane na nowy podatek pieniądze zostaną wydane zgodnie z przeznaczeniem? Gdyby zawarty w cenach paliw podatek drogowy inwestowano w infrastrukturę, Niemcy już dawno przyjeżdżaliby swoimi samochodami na nasze autostrady, a Euro 2012 mogłoby odbyć się choćby w tym roku. Tymczasem niektóre ulice nadal przypominają smaganą meteorytami powierzchnię księżyca i trzeba mieć refleks jak Robert Kubica, żeby na jakimś „kraterze” nie …
 

Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu

Dalsza część artykułu na następnej stronie. Zachęcam do przeczytania.
Pozostało: 50%


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: DGP, Samar



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.