REKLAMA
29.10.2012

Elektryczny savoir vivre

Nowy napęd – nowe obyczaje. Powolna, ale systematyczna popularyzacja samochodów elektrycznych wymusza zupełnie nowe zachowania kierowców i innych użytkowników dróg. Aby pomóc ekologicznie zmotoryzowanym, Ford przygotował prosty zbiór zasad, którymi powinni kierować się użytkownicy pojazdów typu EV, by żyć ze sobą w zgodzie i być zadowolonymi ze swoich aut.
REKLAMA
Szanuj kierowców elektrycznych samochodów - kiedyś pewnie będziesz jednym z nich!fot. FordNie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe, a będzie Ci dane - taki ogólny przekaz płynie z fordowskich "przykazań"

Samochód elektryczny może nie różnić się od konwencjonalnego (tzn. spalinowego) pod względem właściwości jezdnych, komfortu podróży (może z wyjątkiem poziomu hałasu) czy łatwości obsługi, ale w zakresie uzupełniania zasobów energii potrzebnej do wprawienia auta w ruch trzeba się z nimi obchodzić zupełnie inaczej. Tankowanie jakiegokolwiek modelu zasilanego ciekłym (czy gazowym) paliwem to kwestia kilku minut, ładowanie „EV-ki” wymaga poświęcenia co najmniej 30 minut (z gniazda trójfazowego), a często nawet 6-8 godzin. O ile nie dysponuje się własnym garażem, w którym całą operację można przeprowadzić w spokoju i bez oglądania się na innych, warto wykształcić zestaw odpowiednich manier. Infografika autorstwa Forda pomoże.

Po pierwsze, kierowcy aut napędzanych konwencjonalnie powinni unikać parkowania w miejscach z dostępem do punktów ładowania, nawet jeżeli akurat tak im wygodnie. Zajmowanie placu przy słupku „z wtyczką”, kiedy się go naprawdę nie potrzebuje, to świadectwo braku empatii i egoizmu, a poza tym można „zarobić” mandat i narazić się na odholowanie pojazdu. Zgoda, że czasem jedyny wolny skrawek parkingu może znajdować się akurat przy elektrycznym „wodopoju” (w Polsce to jeszcze science-fiction, ale pewnie tylko do czasu), ale to samo dotyczy miejsc dla niepełnosprawnych, na których bez odpowiednich uprawnień po prostu nie wolno stawać i już, bez względu na wszystko. Bądźmy uprzejmi dla innych – dobre uczynki na pewno kiedyś się „zemszczą” (w pozytywnym sensie, rzecz jasna).

Podobną wymowę ma drugi postulat fordowskiej „elektrycznej etykiety”. Zawiera on apel, by hybrydy typu plug-in ustępowały miejsca autom zasilanym wyłącznie z akumulatorów. Niby sensowne, bo plug-iny mają silniki spalinowe i mogą jeździć także przy pustych bateriach, ale w końcu ktoś nie po to kupuje tego typu auto, by płacić za benzynę, zużywaną w niekoniecznie mniejszym stopniu niż przez model wyposażony tylko w jednostkę tłokową. Poza tym, jeżeli ktoś po południu czy wieczorem zaparkuje pod słupkiem hybrydę i pójdzie do domu, a w nocy ktoś inny podjedzie na parking „bateryjniakiem”, to co wtedy? Szukanie właściciela modelu spalinowo-elektrycznego i zamienianie się miejscami? Rozumiemy intencję, ale coś nam mówi, że trudno byłoby wcielić ją w życie.

Pewną odpowiedź daje następny punkt „podręcznika dobrego wychowania”. Aplikacje do smartfonów pozwalają na bieżąco śledzić status ładowania i sprawdzać, kiedy proces jest już zakończony. Ford zaleca w takiej sytuacji przestawiać samochód na zwykłe miejsce parkingowe, by niepotrzebnie na zajmować tego, które może bardziej przydać się komuś innemu. Lada moment i tak wszyscy będą mieli „smerfony”, więc zwalnianie miejsc przy elektrycznych „korytkach” stanie się możliwe – potrzeba jedynie odrobiny dobrej woli, by wyjść z domu i przejechać autem kawałek dalej.

Nie wolno również zapominać, że przewód prowadzący z gniazda w ścianie do tego w samochodzie może spowodować, tak jak każdy inny walający się po ziemi kabel, że ktoś się o niego potknie. Należy więc zadbać o takie jego ułożenie, które nie będzie powodować ryzyka wybicia zębów u przypadkowego przechodnia lub nawet samego właściciela pojazdu, który zapomni, gdzie ułożył sznur. Rada niby oczywista i zalatująca banałem, ale można się założyć, że nie każdy o takich sprawach pamięta.

„Błękitny owal” sugeruje także umieszczanie na samochodzie notatki wskazującej przewidywany czas zakończenia ładowania. Dotyczy to naturalnie tylko tych kierowców, którzy „tankują” swoje elektryczne maszyny w miejscach publicznych, np. na parkingach wyposażonych w słupki do ładowania. Dzięki temu, inni chętni do napełnienia akumulatorów w swoich autach będą wiedzieli, kiedy mogą odłączyć nasz samochód od gniazda nie powodując przy tym, że następnego ranka będziemy mieli do dyspozycji nie 100, a 10 czy 20% zasięgu, bo ktoś przedwcześnie wyciągnął nam wtyczkę. Trzeba liczyć na to, że inni kierowcy też przyswoili zasady społecznego współżycia i nie patrzą tylko na czubek własnego nosa, ale umieszczając kartkę za szybą na pewno zmniejszamy ryzyko odpięcia samochodu od „respiratora”.

Ford poleca także wykształcenie w sobie nawyku rozliczania się ze znajomymi czy rodziną za ładowanie ogniw u nich w domu podczas odwiedzin. Wprawdzie jedno „do pełna” kosztuje grosze i wciskanie komuś garści drobniaków na siłę może okazać się w gruncie rzeczy dosyć żenujące, ale wypada przynajmniej zaproponować zapłatę. Tanio nie znaczy w końcu za darmo.

Infografika zawiera również zachętę do bycia „elektrycznym Robin Hoodem”. Chodzi o to, by nie dać się zastraszać kierowcom samochodów spalinowych i nie pozwalać im zajmować miejsc parkingowych przy punktach ładowania tłumacząc, że to nie jest tylko dobra „miejscówka”, ale przede wszystkim odpowiednik stacji benzynowej, bez którego nasz samochód nazajutrz nigdzie nie pojedzie. Trening asertywności to zawsze dobra rzecz i na pewno zaprocentuje także przy innych okazjach. Kierowcy „spalinowozów”, nim ich samochody nie wymrą w sposób naturalny, z czasem zaś nauczą się szanować potrzeby swoich kolegów i koleżanek jeżdżących „na prąd”.

Na koniec Ford zadaje pytanie: czy kiedykolwiek wypada odłączyć czyjś samochód? Owszem, w pewnych sytuacjach można, o ile mamy pewność, że jego akumulatory są już pełne. Tylko jak to poznać? Można zajrzeć za szybę i poszukać wspomnianej już karteczki ze wskazaną przewidywaną godziną zakończenia ładowania, ale marka spod znaku błękitnego owalu ma własne rozwiązanie, stosowane już w modelach Focus Electric, C-MAX Energi i Fusion Energi (pierwszy to stuprocentowy „elektryk”, pozostałe – hybrydy typu plug-in). Auta te mają wokół gniazd ładowania LED-owe pierścienie świetlne, w których kolejne diody zapalają się w miarę napełniania ogniw, aż w końcu okrąg rozbłyska w pełni. Bardzo praktyczny, a przy tym efektowny patent, z którego – w tej czy innej formie – powinni korzystać także inni producenci. Wcześniej czy później na pewno zaczną.

Nie wątpimy, ze powyższe wskazówki wydadzą się niektórym tak oczywiście oczywiste, jak konieczność posługiwania się nożem i widelcem podczas konsumowania schabowego, ale nie ma się co obrażać – Ford nie chce zrobić z nas śliniących się orangutanów, które o dobrym wychowaniu wiedzą tyle, co kamień polny o fizyce kwantowej, lecz podnieść świadomość i nieco nagłośnić temat, który dziś jeszcze wydaje się niszowy, wręcz marginalny, ale z czasem może stać się palący. Może, ale nie musi, jeżeli weźmiemy sobie do serca ten „elektryczny savoir vivre”.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Ford



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.