Zamknij
Następne zdjęcie
Cała galeria
1 z 2
fot. NanoFlowcell / Porsche Panamera i Tesla Model S spotkali Toyotę GT86 i powstał QUANT - całość ciekawsza niż suma poszczególnych części poprzednie następne
17.03.2014

NanoFlowcell QUANT - (wś)ciekły prąd

NanoFlowcell QUANT - (wś)ciekły prąd fot. NanoFlowcell

Wyjaśnijmy od razu, że zawarta w tytule nazwa prezentowanego tu samochodu jest niepełna – w całości brzmi ona NanoFlowcell QUANT e-Sportlimousine. Umówmy się jednak na używanie krótszego wariantu, bo wersji dłuższej nie spamiętamy. Co to w ogóle za auto i czy Tesla powinna się bać?
REKLAMA
NanoFlowcell QUANT e-Sportlimousinefot. NanoFlowcellWygląda bardzo nowocześnie, ale gdyby za kilka lat wyjechał na ulice, nie robiłby wrażenia statku kosmicznego - to dowodzi dojrzałości projektu

O samochodach elektrycznych dużo się mówi, ale jakoś nie widać, by masowo zalewały one ulice naszych miast, wypierając z nich poczciwe spalinowce. Może to dlatego, że nie są takie, jak ten? Pochodząca z maleńkiego, położonego na granicy szwajcarsko-austriackiej księstwa Liechtenstein firma NanoFlowcell zbudowała auto, które osiągami zawstydza Porsche, Ferrari i Bentleya, oferuje zasięg gwarantujący spokój ducha podczas długich podróży, a przy tym jest tak stylizowane, że Tesla Model S wygląda przy nim po prostu brzydko i nijako.

Na pierwszy rzut oka QUANT przypomina Toyotę GT86 i jej bliźniaka, Subaru BRZ. Okazuje się jednak, że nadwozie jest dłuższe niż w nowym Mercedesie klasy S i mierzy 5,25 m. Przy rozstawie osi 3,2 m, szerokości 2,11 m i wysokości zaledwie 1,36 m nic dziwnego, że proporcje są bardziej właściwe modelom sportowym niż statecznym limuzynom. Dynamiczny wizerunek podkreślają jeszcze pojedyncze, choć długie na dwa metry drzwi typu „skrzydła mewy”, odsłaniające dostęp do foteli przedniego i tylnego rzędu naraz.

Warto wiedzieć

Bosch Engineering jest partnerem rozwojowym limuzyny QUANT. Zaprojektował do niej układ przeniesienia napędu, zbudował system zarządzania energią oraz opracował sterowanie komponentami wysoko- i niskonapięciowymi, a także układ ABS, konsolę oraz komputer pokładowy sterujący zasilaniem.

Atletyczne i optycznie dobrze wyważone proporcje to jednak tylko zaproszenie do bliższego zapoznania się z tym, co pod „skórą”. A tu – cuda i dziwy! Przy każdym kole osobny silnik elektryczny, co sprawia, że łączna moc maksymalna wynosi 925 (!) KM, choć regularna moc robocza to „tylko” 653 KM. Prawdziwe wrażenie robi jednak moment obrotowy – ponieważ przenoszony jest on niemal bez strat wprost na koła, jego wartość to 2900 (nie 290, ale właśnie 2900) Nm! Na każde koło!!! Łącznie daje to... oszałamiające 11600 Nm, a więc nic dziwnego, że pomimo 2300 kg masy własnej QUANT przyspiesza od 0 do 100 km/h w 2,8 s, zbliżając się do terytorium zarezerwowanego dla Bugatti Veyrona. Także pod względem prędkości maksymalnej, wynoszącej ponad 380 km/h.

NanoFlowcell QUANT e-Sportlimousine - widok z tyłufot. NanoFlowcellJeszcze sedan czy już coupé? Nie wiadomo, ale prezencję ma ponadprzeciętną
NanoFlowcell QUANT e-Sportlimousine - widok z uniesionymi drzwiamifot. NanoFlowcellSzerokie, wysoko unoszące się drzwi stanowią głośne i wyraźne zaproszenie do zajeęcia miejsc wewnątrz. Aż żal, że nie można skorzystać...

To nie koniec niespodzianek. Mimo że auto jest elektryczne, próżno w nim szukać konwencjonalnych akumulatorów. Energia jest przechowywana w formie ciekłej w ogniwie wykorzystującym płynny elektrolit zmagazynowany w dwóch zbiornikach. Ciecz jest przepompowywana przez ogniwo, gdzie w specjalnej membranie dokonuje się kontrolowana wymiana ładunków (jak w wodorowym ogniwie paliwowym). W ten sposób uwalnia się energię, którą następnie zasilane są potężne jednostki napędowe. Kosmos? A czy to auto w ogóle wygląda, jakby było z tej ziemi? Potwierdzeniem, że to nie jest tylko science-fiction, niech będzie fakt, że NanoFlowcell pracuje nad rozwojem swojej technologii (rzadko dotąd stosowanej w aplikacjach mobilnych, kojarzonej raczej z przechowywaniem energii pozyskanej z wiatru czy słońca) wspólnie ze znaną skądinąd firmą Bosch.

Zasięg na jednym tankowaniu „płynnego prądu” wynosi 400-600 km. Sam fakt, że samochód elektryczny się tankuje, a nie ładuje z gniazdka, rozwiązuje jedną z podstawowych bolączek współczesnych aut typu EV – długi czas oczekiwania na napełnienie ogniw. Zamiast kilku godzin, na odzyskanie zapasu energii wystarczy kilka minut. Ciekły elektrolit jest zaś ponoć całkowicie nieszkodliwy dla środowiska – po rozwodnieniu można go nawet wylać do zlewu, a standardowy proces oczyszczania ścieków w pełni go zneutralizuje.

Najlepsze w tym wszystkim jest zaś to, że QUANT został zbudowany nie przez wielki koncern dysponujący szazmilionami dolarów, lecz małą, niezależną firmę z równie małego kraju. Jak widać, nie wszystkie przełomy są kwestią pieniędzy – potrzeba jeszcze świeżego, niesztampowego podejścia. Dopuszczone do ruchu prototypy mają być gotowe przed końcem 2014 r., a w roku 2015 NanoFlowcell zamierza uzyskać dla swojego dzieła homologację. Co potem? Nie wiadomo, ale na miejscu Tesli zaczęlibyśmy się uważnie przyglądać poczynaniom nowicjuszy z Liechtensteinu.




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: NanoFlowcell



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.