REKLAMA
27.09.2010

Prąd z kanistra

Na samochody elektryczne nie brakuje chętnych, ale na pewno byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie obawa przed utknięciem w szczerym polu po wyczerpaniu się energii w pokładowych ogniwach. Naukowcy z Mitsubishi Electric Research Laboratories w Cambridge w amerykańskim stanie Massachusetts sądzą, że znaleźli rozwiązanie problemu.
REKLAMA
Prąd z pudełka dla rozładowanego akumulatora samochodu elektrycznego? Już wkrótce ma to być możliwe, choć niezupełnie w tej formie.gazeo.plPrąd z pudełka dla rozładowanego akumulatora samochodu elektrycznego? Już wkrótce ma to być możliwe, choć niezupełnie w tej formie.

Idea sama w sobie nie jest być może rewolucyjna, ale ma szansę ułatwić życie użytkownikom aut napędzanych prądem. Chodzi w gruncie rzeczy o przenośny akumulator, z którego dałoby się awaryjnie doładować baterie w pojeździe na wypadek złego oszacowania trasy i przymusowego zatrzymania w miejscu, gdzie gniazdka ze świecą szukać. Podobne urządzenia znane są i dziś kierowcom aut spalinowych, którzy za pomocą mobilnych ładowarek „reanimują” rozładowane po dłuższym postoju baterie. Tutaj jednak nie chodzi o indywidualne „wiaderko z prądem” wożone w samochodzie.

Punkty elektrycznego tankowania byłyby w gruncie rzeczy stacjonarne i jeżeli samochód odmówiłby dalszej jazdy pomiędzy nimi, i tak trzeba by się dostać do najbliższego z nich. Rzecz w tym, że stacje nie pobierałyby energii bezpośrednio z sieci podczas uzupełniania zawartości ogniw w pojeździe. Ich napełnianie odbywałoby się nocą w centralnej bazie, po czym gotowe do użycia moduły instalowano by w umieszczonych wzdłuż dróg lokalizacjach, gdzie zelektryfikowani zmotoryzowani mogliby szukać pomocy. W sumie mamy więc do czynienia z punktami publicznego ładowania, ale takimi, które nie obciążają sieci energetycznej w ciągu dnia.

Autorzy całego przedsięwzięcia mają interesujący pomysł na efektywne rozmieszczenie przewoźnych gniazdek awaryjnych. Powstałyby one w oparciu o informacje z samych aut, które - za pośrednictwem czujników - okresowo przesyłałyby dane o stopniu naładowania akumulatorów do punktu odbiorczego. W ten sposób określone zostaną miejsca, w których najczęściej kończy się energia i właśnie tam wyrosną stacje. Jak szacują twórcy, sieć punktów nie musi być wcale przesadnie gęsta - 5 obiektów ma wystarczyć dla podratowania 100 samochodów na liczącym 100 mil (160 km) odcinku drogi. Niestety, nie podano na razie, jak długo należałoby czekać przy elektrycznym „dystrybutorze”, aby móc spokojnie pojechać dalej. Skoro jednak chodzi tylko o „zastrzyk” elektronów, mający zgasić kontrolkę rezerwy na desce rozdzielczej, potrzebny czas pewnie mierzy się w minutach, a nie godzinach. Szczegóły mają zostać przedstawione wkrótce, wtedy też zapewne okaże się, czy idea opracowana przez uczonych pod kierownictwem Zafera Sahinoglu ma realną szansę na realizację.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: newscientist.com



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.