REKLAMA
28.08.2013

SsangYong Korando EV-R - małżeństwo z rozsądku

Perspektywę jeżdżenia elektrycznym samochodem sportowym wielu fanów motoryzacji przyjmuje z przerażeniem. Pokonywanie „bokami” zakrętów bez ryku silnika i wibracji przenoszonych na kierownicę i fotel? Gdzie więź łącząca maszynę i człowieka? Na szczęście myśl o ożenieniu paliwożernego SUV-a z napędem „na prąd” znacznie łatwiej przenika do świadomości.
REKLAMA
SsangYong Korando EV-Rfot. SsangYongGdyby nie napisy na nadwoziu, EV-R wyglądałby jak każde inne Korando. Brzmi jednak zupełnie inaczej, bo przez większość czasu nie brzmi wcale

W samochodzie terenowym (czy też takim, który rasowego offroadera jedynie przypomina „bojowym” wyglądem) brzmienie silnika i „gadanie” wydechu nie ma aż takiego znaczenia, zwłaszcza że większość czteronapędówek napędzana jest silnikami Diesla. Nam poświęcenie ich klekotu i kwaśnego odoru spalin przyszłoby z łatwością, dlatego z otwartymi ramionami witamy zaprezentowaną właśnie – koncepcyjny na razie, ale zbudowany w oparciu o model seryjny – nową propozycję koreańskiej marki SsangYong, czyli Korando EV-R.

Przedstawiony podczas Międzynarodowych Targów Technologii Środowiska i Energii Odnawialnej ENVEX w Seulu SUV (a może to już tylko crossover?) jest w zasadzie samochodem elektrycznym, jednak w celu zniwelowania u kierowcy obaw o wyczerpanie się akumulatorów z dala od źródła energii (przy którym trzeba by zresztą tkwić kilka godzin, by móc pojechać dalej) w Korando zamontowano mały silnik spalinowy, pełniący rolę range extendera. Jednostka ta, o mocy 50 KM, nie ma bezpośredniego połączenia z układem jezdnym – jej zadaniem jest wyłącznie ładowanie baterii, dzięki czemu benzynowy motor pracuje stale w optymalnym zakresie obrotów (czyli najwydajniej, jak potrafi pomimo swojej ułomnej natury), a więc nie marnuje paliwa i nie emituje w nadmiarze dwutlenku węgla.

SsangYong Korando EV-R - widok z tyłufot. SsangYongSUV z wtyczką ma sens - zamyka usta wszystkim, którzy twierdzą, że to tylko bardziej szpanerski, bardziej paliwożerny, a wcale nie praktyczniejszy kompakt

Zelektryfikowany SsangYong potrafi przejechać na jednym ładowaniu i tankowaniu do 500 km, jednak producent nie podaje dystansu, jaki można pokonać bez używania benzyny. Istotne jest natomiast, że podczas jazdy w trybie EV można rozpędzić się aż do 150 km/h – większość pojazdów tego typu „kapituluje” już w okolicach 100 km/h i w celu oszczędności energii zmagazynowanej w akumulatorach uruchamia spalinowy wspomagacz. Spodziewamy się, że wydajność 420-woltowej baterii o pojemności 16 kWh w Korando EV-R drastycznie spada podczas podróżowania „pełną parą” autostradą, ale na krótszych dystansach możliwość naprawdę szybkiej jazdy bez korzystania z paliwa to przydatna rzecz. 150 km/h to zresztą prawdopodobny kres sprinterskich umiejętności auta, bowiem moc jego elektrycznego serca wynosi 136 KM – dość mało jak na pojazd tej klasy. Ze względu na naturalną charakterystykę silników karmionych elektronami momentu obrotowego nie powinno mu jednak brakować, a ten na co dzień okazuje się bardziej przydatny niż „power”.

Brak na razie informacji odnośnie ewentualnego wprowadzenia ekologicznej wersji Korando do produkcji i sprzedaży. Możliwe, że jest to tylko wprawka technologiczna i pokaz technicznych umiejętności koreańskiej marki, ale przyszłości przedsięwzięcia dobrze wróży fakt, iż concept car bazuje na modelu napędzanym konwencjonalnie. Jeżeli więc obecna generacja crossovera nie doczeka się wersji EV-R, może zadebiutuje ona w kolejnym wydaniu tego kompaktowego pseudoterenowca.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: SsangYong



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.