13.06.2011

Suzuki Kizashi EcoCharge Concept - zamiast diesla?

O dużym sedanie Suzuki mówi się - przynajmniej w Europie - że jego 2,4-litrowy benzynowy silnik to zarazem jego największy wróg. Nie dlatego, że to zła jednostka. Po prosto rozkochani w oszczędnych „ropniakach” mieszkańcy Starego Kontynentu oczekują czegoś, co mniej pali, choć niekoniecznie mniej kosztuje. Być może wkrótce dostaną hybrydę jako alternatywę.
REKLAMA
Kizashi EcoCharge ConceptSuzukiKizashi EcoCharge Concept

Tak naprawdę jednak Japończycy szykują spalinowo-elektryczne Kizashi nie dla nas, a dla lubujących się w tego typu autach Amerykanów. Choć benzyna u nich nadal wyraźnie tańsza niż w Europie (4 dolary za galon to odpowiednik niespełna 3 zł/l), obecne stawki i tak uważają za drożyznę, a że do diesli uprzedzeni są w większości tak, jak u nas jeszcze niektórzy do LPG, wybierają samochody pokroju Priusa i spółki. Kto żyw, chce mieć udział w rosnącym rynku hybryd, dlatego Suzuki wytacza nowe, na razie koncepcyjne, działo.

Kizashi EcoCharge ConceptSuzukiKizashi EcoCharge Concept


Po stronie konwencjonalnej znalazła się dwulitrowa jednostka o czterech cylindrach, tłocząca moc 144 KM. To tylko niewiele mniej niż generuje motor o pojemności 2,4 l, legitymujący się potencjałem 178 KM. Ewentualne niedobory „siły sprawczej” uzupełnia 20-konny, chłodzony cieczą silnik elektryczny, czerpiący motywację do działania ze 115-woltowego, chłodzonego powietrzem akumulatora litowo-jonowego. Wśród oszczędzających paliwo technologii znalazły się również tak oczywiste elementy, jak: odzyskiwanie energii kinetycznej podczas hamowania (silnik zamienia się wtedy w generator), system start/stop i opony o zmniejszonych oporach toczenia.

Kizashi EcoCharge ConceptSuzukiKizashi EcoCharge Concept

Co to wszystko daje? Według producenta, częściowo zelektryfikowane Kizashi potrzebuje o 25% mniej paliwa niż sprzedawane obecnie egzemplarze zasilane wyłącznie benzyną bezołowiową, czyli średnio 6 zamiast 8 l/100 km. Można więc uznać, że rezultat ekonomiczny będzie porównywalny do diesla (cena zakupu prawdopodobnie też), tyle że bez charakterystycznego, nie dla wszystkich przyjemnego odgłosu dobiegającego spod maski i gryzącego, „kwaśnego” zapachu unoszącego się za przejeżdżającym samochodem. Trzeba jednak nieco wytężyć wzrok, by dopatrzeć się różnic pomiędzy modelem hybrydowym a konwencjonalnym. Zmiany ograniczają się w zasadzie do kilku błękitnych akcentów, widocznych np. w przednim oświetleniu typu LED czy końcówkach układu wydechowego, oraz specjalnych, stworzonych wyłącznie na potrzeby tej wersji felg ze stopów lekkich. Może taka filozofia jest słuszna - przecież dziś pomiędzy poszczególnymi odmianami silnikowymi danego modelu także nie widać gołym okiem diametralnych rozbieżności. Czyżby hybrydy zamierzały na dobre wtopić się we współczesny motoryzacyjny krajobraz naszych ulic? Nie widzimy przeciwwskazań.




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Suzuki



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.