REKLAMA
18.11.2008

Diesel - taniej nie będzie

Coraz widoczniejsze i liczniejsze sygnały zdają się zwiastować zmierzch dobrych czasów dla oleju napędowego. Potrzebujemy go dzisiaj więcej, niż możemy wyprodukować i niewykluczone, że w niedługiej perspektywie po prostu go zabraknie. Miało być pięknie, a nic nie będzie.

REKLAMA
 westphalia ©iStockphoto.com westphalia


Jak napisał we wtorek, 18 XI 2008, dziennik „Polska The Times”, paliwo do silników wysokoprężnych może w ciągu 2-3 lat wyraźnie podrożeć, ponieważ popyt rośnie lawinowo, a krajowe rafinerie nie są w stanie go zaspokoić. Jak to zwykle bywa w sytuacji, kiedy wszyscy bardzo pragną tego samego, a na rynku panuje niedobór, ceny muszą wzrosnąć. Według danych zebranych przez gazetę, zapotrzebowanie na olej napędowy w Polsce podwoiło się od początku bieżącej dekady i sięga 10 mln ton rocznie. Biorąc pod uwagę możliwości produkcyjne krajowych zakładów branży petrochemicznej, należy się około roku 2011 lub 2012 obawiać braków rzędu 5 mln ton.
Pierwszym rozwiązaniem, jakie przychodzi na myśl, jest przestawienie produkcji paliw z benzyn na ON, jednak okazuje się, że to nie takie łatwe. Jak argumentuje Szymon Araszkiewicz, analityk portalu e-petrol.pl, „moce produkcyjne są na określonym poziomie i nie można ich z dnia na dzień zwiększyć” i dotyczy to nie tylko Polski, ale i całej Europy, gdzie diesle nadal są w ofensywie. Ten „zmasowany atak” może wkrótce się zakończyć, ponieważ plany zwiększenia produkcji paliwa dieslowskiego będzie można zrealizować dopiero za kilka lat.

Za obecny stan rzeczy odpowiada w pewnym stopniu wzrost zainteresowania silnikami wysokoprężnymi do samochodów osobowych - ich udział w rynku europejskim sięga 47%, w polskim ok. 40%. Jednak głównym „sprawcą” jest rozwój gospodarczy, którego „żołnierze” - ciężarówki i maszyny przemysłowe - pochłaniają ogromne ilości „czarnego paliwa”. W naszym kraju zresztą za zakupem auta z dieslem pod maską odpowiada nie tyle zdroworozsądkowy rachunek ekonomiczny (aby dodatkowy nakład się zwrócił, trzeba przejechać nawet 200 tys. kilometrów, co w polskich warunkach może potrwać i 15 lat), co wywodzące się jeszcze za czasów PRL-u doświadczenie i przekonanie, że po olej napędowy nie trzeba stać w kolejce na stacji i zawsze najmniej kosztuje. Tymczasem stare wysokoprężne Mercedesy W123 zniknęły już niemal całkowicie z naszych dróg, a niedługo może się tak zdarzyć, że „ogonki” i reglamentacja powrócą, bo paliwa nie starczy dla wszystkich, a niska cena pozostanie w sferze wspomnień. Już teraz zdarzają się okresowe przestoje w dostawach i nieprędko coś się w tej materii poprawi.

Pewnym wyjściem jest zawsze import, który wyrównuje lukę pomiędzy popytem a podażą na naszym rynku. Kłopot w tym, że kurek z tanim olejem napędowym zza wschodniej granicy będziemy musieli w przyszłym roku zakręcić, ponieważ Unia Europejska wprowadzi nowe limity zawartości siarki, którym nie sprosta paliwo zza Buga. Moglibyśmy wobec tego kupować od Niemców, ale po pierwsze będzie drożej, a po drugie im też zaczyna brakować. Zwolennicy diesli powinni z nadzieją spoglądać na Bliski Wschód...
Bardzo wątpliwe, aby dystrybutory oznaczone literami ON pewnego dnia wyschły i by 4 samochody na 10 nagle stanęły. Równie wątpliwe jednak, by ceny paliwa, które je napędza, stały się ponownie tak atrakcyjne, jak jeszcze kilka lat temu. W ocenie Szymona Araszkiewicza, „będą okresy, gdy olej będzie nieco tańszy od benzyny i takie, gdy będzie droższy, wszystko będzie zależało od konkretnego momentu i sytuacji rynkowej, ale raczej nie będzie powrotu do sytuacji, w której olej jest tańszy od benzyny o połowę, czy o złotówkę”. Argument niższej ceny właśnie traci moc.

Według prognoz portalu e-petrol.pl, zapotrzebowanie na diesla wyhamowuje i choć na przyszły rok przewiduje się dalszy wzrost, będzie on wyraźnie wolniejszy. Tak to już bywa, że po przekroczeniu wartości krytycznej następuje załamanie i dziś na jego skraju wydaje się być olej napędowy. Wielu Polaków może uznać (bo chyba mamy to we krwi), iż dzieje się tak, ponieważ zawsze gdy popularność jakiegoś towaru rośnie, ktoś złośliwie podnosi ceny. Gdy kieszenie „krwiopijców” już się napełnią, fala cen i zainteresowania opada i wszystko wraca do normy. Spieszymy ich rozczarować - to nie układ, zmowa, „szara sieć” ani „wiadome siły”. Takie są prawa rynku - wzmożone zapotrzebowanie na produkt nakręca podwyżki. Ta reguła zdaje się nie dotyczyć tylko telewizorów LCD i telefonów komórkowych - bez względu na liczbę chętnych sklepy są pełne, a ceny coraz atrakcyjniejsze. Ale ponieważ paliwa nie produkuje się tylko w Chinach i na Tajwanie, nie tak łatwo wytworzyć go więcej w krótkim czasie. Wniosek jest tyleż prosty, co brutalny: chcecie mieć taniego diesla, to przestańcie go kupować!

Rynek rynkiem, ale z drugiej strony kłania się zupełnie naturalne prawo równowagi w przyrodzie. Można się na pewien okres wybić ponad innych, ale długotrwała dominacja jest niemożliwa (a także niezdrowa, bo zaburza potrzebę dywersyfikacji) i w końcu trzeba wrócić „na swoje miejsce”, czyli w tym wypadku do ok. 30-procentowego udziału diesli w liczbie nowo sprzedawanych samochodów. Powrót do zrównoważonego poziomu (co nie musi oznaczać sytuacji typu „każdego paliwa po tyle samo”, raczej brak sztucznego przewartościowania) otworzy zaś drzwi LPG (któremu diesel przez ostatnie kilka lat skutecznie odebrał wielu klientów) i CNG, który do tej pory cierpliwie czekał i nie rozwinął w pełni skrzydeł. Najbliższe lata mogą należeć właśnie do nich.

Kilka miesięcy temu obserwowaliśmy, jak baryłka ropy naftowej osiągała rekordową wartość 147 dolarów, a dziś kosztuje niewiele powyżej 1/3 tej ceny. Olej napędowy to kolejny przykład ilustrujący starą prawdę, że kiedy osiągnie się szczyt, potem można tylko stracić.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Polska The Times, e-petrol.pl, zdjęcie iStock/autor: westphalia



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.