REKLAMA
13.07.2017

Opłata drogowa plus

Pomysł nowej daniny w cenie paliwa przestał być wyłowionym przez dziennikarzy projektem, który politycy próbowali po cichu przeforsować – dziś mówi się o nim dużo i jawnie. Co ten podatek oznacza dla kierowców tankujących autogaz?
REKLAMA

Jeżeli faktycznie opłata wyniesie 25 gr/l (20 gr + VAT) niezależnie od rodzaju paliwa, użytkownicy LPG zatankują w cenie 2,07 zamiast dzisiejszych 1,82 zł/l, benzyna będzie zaś kosztować 4,60 (dziś 4,35) zł/l. Wprawdzie za autogaz nadal zapłacimy o prawie 2,50 zł mniej niż za litr benzyny, ale nie zmienia to zasadniczo faktu, że na każde 30 l zapłacimy o 7,50 zł więcej. 7,50 zł do końca tego roku, a potem nowy podatek, już oficjalnie nazywany opłatą drogową, ma być corocznie waloryzowany, czyli podnoszony z uwzględnieniem wskaźnika inflacji. Warto też pamiętać, że samochody napędzane autogazem zużywają nominalnie więcej paliwa, a to oznacza, że płacąc tyle samo opłaty drogowej za każdy litr statystyczny użytkownik auta na LPG wpłaci do budżetu FDS/FDK (Funduszu Dróg Samorządowych/Funduszu Dróg Krajowych, po połowie) więcej niż jego odpowiednik pozostający wierny benzynie.

Portfel w imadlefot. PixabayNowa ustawa, jeżeli wejdzie w życie (a raczej: KIEDY wejdzie), odchudzi portfele wszystkich kierowców

Biorąc pod uwagę stan dróg powiatowych i gminnych, wprowadzenie nowego systemu finansowania ich budowy i remontów wydaje się nawet całkiem uzasadnione. Rzecz jednak w tym, że główni użytkownicy tych dróg znacznie szybciej niż poprawę ich jakości odczują zwiększone wydatki. Likwidacja znacznej liczby połączeń autobusowych i kolejowych oznacza dla wielu ludzi konieczność dojeżdżania do pracy samochodem, a więc droższe paliwa to większe wydatki i efektywnie niższe zarobki. Rezygnacja z dojazdów często okazywałaby się zaś równoznaczna z rezygnacją z pracy. Zresztą, zawsze było tak, że wzrost podatków na towary najpopularniejsze najbardziej odczuwali ci, którzy zarabiają najmniej – paliwo kosztuje tyle samo dla każdego, tylko siła nabywcza bywa różna. Projekt ustawy pozostawia też furtkę do przeniesienia wpływów z opłaty drogowej na inne cele, jeżeli zajdzie taka potrzeba.

Najbardziej irytujące w całej sytuacji są jednak tłumaczenia serwowane nam przez posłów partii rządzącej, którzy albo złożyli projekt ustawy w Sejmie albo przynajmniej go popierają. Jeden z nich stwierdził bowiem, że to nie cena paliwa wzrośnie, a tylko wysokość doliczanych do niej podatków, inny z kolei „pocieszył” kierowców wywodem, że ceny nie wzrosną wszędzie, a jedynie na stacjach paliw. Co zresztą nie jest prawdą, bo ostatnim razem, gdy sprawdzaliśmy, towary do sklepów transportowano pojazdami napędzanymi paliwami, więc stawiamy dolary przeciwko orzechom, że podwyżki stawek na pylonach pociągną za sobą wzrost cen chleba, mięsa, nabiału, owoców, warzyw, butów, odzieży itp. itd. Pojawił się i taki komentarz:

Dynamika zmian cen paliw na stacjach jest więc przede wszystkim pochodną czynników makroekonomicznych, o czym świadczyć mogą fluktuacje cen odnotowywane w niezmiennym otoczeniu regulacyjnym. W związku z powyższym wprowadzenie opłaty paliwowej nie musi skutkować wzrostem cen paliw dla klientów stacji.

komunikat prasowy PKN Orlen

Powinniśmy zatem mocno trzymać kciuki, by wprowadzenie opłaty drogowej zbiegło się w czasie z taką przeceną baryłki ropy naftowej, by podwyżka podatkowego składnika ceny litra paliwa została zrównoważona obniżką ceny netto. Przy odrobinie szczęścia powinno się udać, choć według ostatnich notowań (z 12 VII 2017 r.) benzyna i olej napędowy zaczęły drożeć (LPG wciąż tanieje), więc tłumaczenie wzięło w łeb.

Analitycy rynku paliw uspokajają, że stawki na pylonach nie wzrosną z dnia na dzień. Producenci paliw (czyli kontrolowane przez Skarb Państwa koncerny Lotos i PKN Orlen, które zapewniają lwią część produkcji paliw w naszym kraju) i operatorzy stacji rozłożą raczej podwyżkę w czasie, wprowadzając ją do cen detalicznych stopniowo, a być może nawet przejmą część kosztów na siebie (Orlen ma pokaźne rezerwy gotówkowe, by takie „odroczenie” sfinansować). Takiego pola manewru nie mają jednak właściciele stacji, bo ich marże detaliczne wynoszą ok. 2-3% w przypadku benzyn i 11% w przypadku autogazu, więc jeśli biznes ma się nadal opłacać, nieszczególnie jest z czego jeszcze rezygnować. Chyba że w zamian podrożeją hot dogi i myjnia.

Wiadomo też, że śmiałe prognozy rzadko przekładają się w 100% na rzeczywistość. Szacowane przychody z opłaty drogowej nie wyniosą więc realnie 4-5 mld zł rocznie, ale w najlepszym wypadku połowę tej kwoty, bo resztę zje inflacja i spadek PKB. Waloryzacja stawki podatku (czytaj: jej regularne podnoszenie) w nieskończoność nie jest rozwiązaniem. Pozostaje mieć nadzieję, że pomysłodawcy projektu pójdą po rozum do głowy i w ostatniej chwili zrezygnują z jego realizacji, choć nie należy szczególnie mocno się na to nastawiać – złożenie przed wyborami samorządowymi obietnicy o poprawie jakości dróg gminnych i powiatowych trzeba z czegoś sfinansować. Póki co ustawa trafiła do dalszych prac w komisjach sejmowych, gdzie zostanie przejrzana i ewentualnie zmodyfikowana, ale temat na pewno powróci i to szybko.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Onet, oko.press, bankier.pl, sejm.gov.pl



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.