REKLAMA
25.08.2009

Podatek eko-nie-logiczny trafia do szuflady

Tłumacząc się „nieprzychylnym odbiorem społecznym” oraz możliwą przerwą w dopływie pieniędzy do budżetu pomiędzy wycofaniem akcyzy i wprowadzeniem nowych opłat, urzędnicy odstępują od planów wprowadzenia tzw. podatku ekologicznego, naliczanego na podstawie wieku samochodu i ilości emitowanych przez niego spalin. Wszystko zostaje więc po staremu, bo na dopłaty za złomowanie też się nie zanosi.

REKLAMA
Dreamstime.com© Crystal VenusDreamstime.com


Pojawienie się zapowiedzi o „następcy akcyzy” wywołało swego czasu burzliwą dyskusję. Według wstępnych założeń, najwięcej płaciliby właściciele starych samochodów, które nie spełniają żadnych norm czystości spalin, co samo w sobie jest w porządku, ale... Wiadomo, że najkorzystniej byłoby oczyścić polski krajobraz motoryzacyjny z dwudziestoletnich, wyeksploatowanych aut, które nie tylko trują, ale także stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia swoich pasażerów i innych użytkowników dróg. Sęk w tym, że mało kogo stać na zastąpienie ich nowymi, bezpiecznymi i przyjaznymi dla środowiska modelami, a wysoki coroczny podatek nie sprawdza się w roli motywatora do przesiadki.

Kierowcy, którzy nie mogą sobie pozwolić na zakup nowego samochodu, znaleźliby się w potrzasku - z jednej strony opłaty mogłyby przewyższać wartość zużytego auta, a z drugiej sprzedaż stałaby się prawie niemożliwa właśnie ze względu na finansowy balast. Póki co, prace nad projektem zmian w przepisach podatkowych zawieszono i... nic. Na razie nie będziemy musieli płacić więcej (i to regularnie), ale na wsparcie z państwowej kasy również nie możemy liczyć. Powód jest prosty i zawsze ten sam - w budżecie nie ma na to pieniędzy. Niby z kryzysem radzimy sobie dużo lepiej niż inne kraje Europy i świata, ale nasz deficyt i tak jest na tyle duży, że wygospodarowanie sporej sumy na system premii na razie nie wchodzi w grę.

Resort gospodarki ponoć stale pracuje nad wprowadzeniem takiego sposobu naliczania opłat od kupowanych przez nas samochodów, który uwzględniałby ich wiek i wpływ na środowisko i promował modele „najczystsze”, tak by polski park maszynowy odmłodniał i „wydychał” mniej zanieczyszczeń. Póki co jednak to tylko puste zapowiedzi, z których nie wynika nic konkretnego. Wiadomo, że ministerstwo pracuje, bo jako podatnicy właśnie tego się po nim spodziewamy, ale życzylibyśmy sobie, żeby dawało to jakieś efekty poza propozycjami, od których nóż się w kieszeni otwiera.

Na tle gospodarek Starego Kontynentu Polska pozostaje samotną wyspą już z dwóch powodów. Po pierwsze, kiedy inni notują stagnację, my powoli pniemy się górę. Po drugie, kraje w najgorszej nawet sytuacji wysupłały pieniądze na dopłaty do nowych samochodów i już odczuwają pozytywne skutki, podczas gdy my możemy co najwyżej obejść się smakiem. Widocznie w Polsce jest już tak dobrze, że nie ma takiej potrzeby.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Wirtualna Polska za wnp.pl



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.