REKLAMA
17.03.2010

Sidney Polak - żaden wstyd


REKLAMA
taksówkarzowi, który stał pod tą dyskoteką, rozszczelniła się butla z gazem... Stąd ten syk, który przez wszystkich został zinterpretowany jako początek strzelaniny. Szkoda, że tego nie nagrałem na kamerę. Ta sytuacja byłaby hitem na YouTube’ie. (śmiech)
 
Skoro zdecydował się Pan na gaz, pewnie sporo Pan jeździ lub auto dużo pali. Czym się Pan kierował, adaptując samochód na LPG? Diesel wchodził w grę przy wyborze modelu?
Sidney i jego 4RunnerSidney PolakSidney i jego 4Runner

Bardzo dużo jeżdżę, robię średnio jakieś 15 tysięcy km rocznie motocyklem i w okolicach 20-25 tysięcy km samochodem. Kiedy samochód odebrałem od importera i zacząłem nim jeździć, zrobiłem gruntowne obliczenia i wyszło, że samochód przy dynamicznej jeździe z załączonym napędem na 4 koła pali jakieś 15-17 litrów benzyny na 100 km. Wyjścia nie było, bo nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto. Gaz to żaden obciach. Zresztą na początku nie wiedziałem, czy w ogóle ten silnik to „przyjmie”. Na całe szczęście okazało się, że nie ma z tym problemu. Doradzono mi zawodowy warsztat na Tarchominie, gdzie założyłem sekwencję 4. generacji. Trochę to kosztowało, bo w okolicach 7 tysięcy zł, ale przy 4-litrowym silniku to jedyna opcja. Musiałem co prawda rozwiązać logiczne zadanie pt. „Co zrobić z kołem zapasowym”, które w moim modelu jest pod spodem z tyłu, bo na jego miejsce weszła 80-litrowa butla. Nie moglem go przyczepić na tylną klapę, bo w 4Runnerze ona się otwiera do góry. Myślałem o specjalnym stelażu na koło, który odchylałby się na bok, ale okazało się, że to by się wiązało ze wzmocnieniem tylnego zderzaka, poza tym byłoby uciążliwe na co dzień. Nie chciałem koła wkładać do środka, ze względu na psa i gabaryty samego koła. W końcu, po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałem się na montaż dużego „przeprawowego” stalowego bagażnika na cały dach. Tam też powędrowało koło i mam jeszcze mnóstwo miejsca np. na dodatkowy bagaż w skrzyniach wodoszczelnych, gdybym chciał jechać na długie „globtroterskie” wakacje z psem. Zaraz po zakupie samochodu chcieliśmy z żoną, z moim synem oraz z psem jechać na wakacje do Gruzji i ten wyjazd wymógł na nas rozwiązania najbardziej „użyteczne”. Niestety, Rosja napadła wtedy na ten biedny, umęczony kraj i nie pojechaliśmy. Bardzo żałuję, ale już kilka razy obraliśmy inne kierunki i np. Chorwacja - czyli dodatkowy sprzęt nurkowy - albo trasa po Wyspach Brytyjskich z T.Love i kupowanie tam „dużych” instrumentów w sklepach muzycznych nie stanowi problemu. Wygoda po prostu. Samochód z tym bagażnikiem zaczął wyglądać trochę bardziej off-roadowo, co akurat bardzo mi się podoba, choć wiadomo, że ze względu na długość samego pojazdu i kąt zjazdu z przeszkody wcale aż taki off-roadowy nie jest.

No i jeszcze jeden aspekt posiadania gazu jest bardzo ważny. Zwiększa się dwukrotnie zasięg na jednym gazowo-benzynowym tankowaniu. To też jest ważne. W trosce o silnik nie unikam jazdy na benzynie. 20-25 procent trasy dalej robię „klasycznie”. Tak mi poradzono w Toyocie. Jeśli chodzi o diesla, to nie mam nic przeciwko, ale w Stanach z dieslem można kupić najwyżej Touarega w tym segmencie. To super auto, ale różnicę w cenie między tymi samochodami wolę przeznaczyć na sprzęt muzyczny. Jeśli mam wybierać - 4Runner plus wiele, wiele rożnych muzycznych gadżetów albo „goły” Touareg, wybieram to pierwsze.

Może ma Pan również inne „zagazowane” pojazdy lub w ogóle coś nietypowego w garażu?
Nie, to moje pierwsze i jedyne auto z gazem. W tej chwili nie mamy na własność drugiego „pewnego” samochodu. Kiedy jest ciepło, ja wsiadam na maxi, a żona do Toyoty. No, chyba że jadę w trasę, ale wtedy zawsze mogę skorzystać z „bandowego” Sprintera dla zespołu. Kiedy jest zimno, wypożyczamy dla żony Smarta z wypożyczalni, żeby była niezależna. Świetne rozwiązanie, wbrew pozorom tanio wychodzi i jest na zawołanie. Często też razem jedziemy sobie w świat, np. na testowym motocyklu z jakiegoś salonu. W zeszłym roku pan Tomek z BMW z Bielska-Białej pożyczył nam BMW K1200 GT na weekend. Jak odkręciłem manetkę gazu, to się zatrzymaliśmy dopiero w Wiedniu. (śmiech)

Jednak tak naprawdę choruję na BMW R1200 GS Adventure. Może uda się zrealizować to marzenie w tym roku. Samochód to wół roboczy, jednoślad to „poezja” drogi. Nikt tego nie skuma, kto nigdy nie jeździł na dwóch kółkach. (śmiech) A wiec mój garaż jest skromny. Toyota, czasami wypożyczony Smart, maxi-skuter na cieplejszą aurę, B-Kinga na zimę się pozbyłem, ale myślę, że na ten sezon na pewno coś „turystycznego” stanie obok Burgmana. W sumie jest okay. Nie narzekam.

Aha, mam w tej chwili w renowacji radziecki skuter mojego ojca, który studiował w Moskwie w latach 60. Wiatka, ruska kopia Vespy GS 150, super gadżet, silnik po prawej stronie. Trzeba uważać na zakrętach, bo inaczej bierze prawy i lewy. Może na wiosnę będzie już gotowy. No i znam kolegę z klubu skuterowego, który jeździ skuterem na gaz. Butlę turystyczną włożył do kufra i tankuje za 5 zł. Kompletny odlot.

Jak wygląda eksploatacja Pana samochodu z gazem - auto z LPG wymaga od Pana większej uwagi?
Wszystko jak na razie działa bez zarzutu. Tankowanie jest dłuższe i szkoda mi chłopaków ze stacji, którzy muszą sterczeć na mrozie przy tankowaniu gazu. Nie kumam, dlaczego wszędzie w Europie gaz się tankuje samemu, a w Polsce nie. Dziwne. Przypomina mi to sytuację sprzed 10 lat z Chin, kiedy trafiłem do hotelu, gdzie były „etażowe” Chinki, które otwierały i zamykały gościom pokoje. (śmiech) Dlaczego względy bezpieczeństwa u nas są inne niż gdzie indziej? Nie wiem. Trzeba tylko pamiętać, żeby zawsze była benzyna, kiedy gaz się skończy na trasie, a tak to zupełny luz. Zero problemów.

Ma Pan jakiś samochód marzeń? Proszę opowiedzieć, czym Pan do tej pory jeździł w życiu, od momentu zrobienia „prawka”.
Jeszcze większy SUV! (śmiech) Może Cadillac Escalade w największej, przedłużanej wersji? Tylko takie auto w Europie wygląda trochę wieśniacko. Stany mają inny kontekst, tam wszystko jest większe. (śmiech) W Polsce nie wiem, jak bym się czuł w takim aucie... O, wiem! Biorąc pod uwagę moje umiłowanie do podroży, przydałby mi się jakiś megawypasiony camper. Żeby sobie podróżować z całą rodziną dwa miesiące gdziekolwiek bądź. Żeby w środku można było też nagrywać muzykę i robić balangi na campingach. No i żonie bym chciał kiedyś kupić jakieś fajne auto pod choinkę, ale tak całkowicie z zaskoczenia. Wiem nawet jakie, ale nie będę się pucował, bo przecież przeczyta ten wywiad. (śmiech)

Jeśli chodzi o moje samochody, to przebyłem klasyczną polską drogę. Pierwszy był stary „Duży Fiat”, który miał jeszcze czynny taksometr po wujku. Były straszne jaja, jak woziłem kolegów i załączałem chorągiewkę! (śmiech) Później był Passat kombi, Opel Omega i dwulitrowy Peugeot 406, a więc raczej taksówkarskie bryki. (śmiech) Zawsze duże, bo muzyk zawsze coś wozi ze sobą i to jest przydatne.

Pokutuje pogląd, że gazu używają ci, których nie stać na benzynę. Spotyka Pan się z tym? Jak Pan na to reaguje? Czy instalacji gazowej w samochodzie należy się wstydzić?
Każdy jest panem swojego losu i każdy ma swoje priorytety. Amerykańskie samochody z dużymi benzynowymi silnikami to bez gazu według mnie po prostu strata pieniędzy. Są samochody, których nie da się przerobić, ale jeśli się da, a instalacje teraz są naprawdę „bezproblemowe”, to dlaczego nie? Bzdura. ŻADEN WSTYD.

Proszę zdradzić plany zawodowe na najbliższą przyszłość.

Sidney i jego 4RunnerSidney PolakSidney i jego 4Runner

Granie, granie i jeszcze raz granie. Wymyślanie kolejnych tekstów, pisanie nowych piosenek. Kolejna płyta Sidneya przede mną, czyli trzecia, chociaż promocja drugiej płyty, Cyfrowy styl życia, jest dopiero w połowie. Zbliża się także nowa studyjna płyta T.Love, do której także chciałbym wtrącić swoje trzy grosze jako kompozytor, a nie tylko perkusista.

W tym roku znowu T.Love zagra pewnie z 50 koncertów. Sidney koło 30-40, także pracy będzie mnóstwo. Chciałbym także rozpocząć budowę własnego studia nagraniowego z prawdziwego zdarzenia. Poza tym zaczynam powoli produkować płyty innych artystów jako producent muzyczny. Dzieje się dużo i dobrze, bo jestem szczęśliwy mogąc realizować swoją największą pasję, jaką jest muzyka. Jeśli ktokolwiek z czytających ten wywiad chciałby widzieć na koncercie T.Love lub Sidneya w swoim mieście, to zapraszam na strony internetowe zespołumoją. Pozdrawiam wszystkich użytkowników LPG w Polsce!!!

Dziękuję za rozmowę.

Sidney Polak urodził się 7 października 1972 r. w Warszawie jako Jarosław Polak. Od 1990 r. jest perkusistą zespołu T.Love. Poza tym komponuje i pisze teksty, a w 2002 r. rozpoczął solowy projekt firmowany własnym nazwiskiem. Wydał dotąd dwie płyty - Sidney Polak w 2004 r. i Cyfrowy styl życia w 2009. Jego pseudonim wziął się z żartu Muńka Staszczyka, który podczas jednego z koncertów przedstawił kolegę jako Sydneya Pollacka, znanego reżysera.





Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: informacja własna



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.