30.06.2014

LPG w Australii - są stacje, nie będzie aut?

Do kuriozalnej sytuacji może w niedługim czasie dojść w Australii – w związku z zapowiedzią zakończenia lokalnej produkcji samochodów marek Holden, Ford i Toyota wkrótce z rynku znikną nowe auta z instalacjami gazowymi. Co stanie się z rozwiniętą siecią stacji LPG?
REKLAMA

To się nie zdarzyło jeszcze prawdopodobnie nigdzie na świecie – podczas gdy w większości krajów rozbudowuje się infrastrukturę tankującą, by nadążyć za rosnącą liczbą pojazdów i rozszerzającą się ofertą nowych modeli dostępnych w salonach, Australia ma stacje, ale lada moment nie będzie mieć już żadnego auta, które można by kupić z fabrycznym systemem LPG. I co wtedy?

Ford Falcon EcoLPIfot. Ford AustraliaFord Falcon EcoLPI - jeden z ostatnich australijskich samochodów z fabryczną instalacją gazową i żywa (jeszcze) ikona zmierzchu pewnej epoki

Ze względu na opłacalność (a raczej jej brak), koncerny General Motors (właściciel marki Holden), Ford i Toyota postanowiły zrezygnować z produkowania samochodów w Australii i w zamian importować gotowe auta wytwarzane w krajach, gdzie koszty pracy są niższe. Ostatnie nowe auta „made in Australia” pojawią się w 2017 r. i wówczas jedyną drogą wiodącą do oszczędzania na kosztach paliwa stanie się konwersja indywidualna – dealerzy nie będą mieli już żadnych aut na LPG.

Oferta już dziś jest skromna i składa się z garstki modeli Holdena i Forda (odpowiednio, gam Commodore i Falcon). Z chwilą zamknięcia fabryk auta te znikną z rynku (czy wraz z nimi marka Holden, nieznana poza Oceanią?) i jeżeli nie powstaną dedykowane centra konwersji (w tej chwili takowych nie ma – gazowe modele zjeżdżają wprost z taśm montażowych w pierwotnych zakładach), przyszłość autogazu na Antypodach wydaje się niepewna.

Australijskie oddziały wielkich koncernów są po trosze same sobie winne. Commodore i Falcon to modele klasy „full size”, czyli opasłe sedany i kombi z silnikami V6 i V8, na które w ostatnim czasie znajdowało się coraz mniej chętnych. Nabywcy chcą modeli mniejszych i oszczędniejszych (nie tylko za sprawą LPG, ale po prostu takich, które nominalnie mniej palą), a te w dużej mierze już i tak sprowadzano spoza Australii (oferta Holdena to zbiór modeli Opla i koreańskiego Chevroleta, czyli niegdysiejszego Daewoo). Nie widząc zmieniających się trendów, gustów i potrzeb, producenci aut na Antypodach sami ukręcili na siebie bat.

No ale co z tą siecią stacji? Na razie nie brakuje chętnych do korzystania ze składających się na nią 3000 obiektów, ale gdy współczesne gazowe samochody zestarzeją się i wyjdą z użycia, czy zastąpią je nowe? Coś wszak z gazem robić trzeba – Australia produkuje go dużo (metodą oczyszczania gazu ziemnego) i choć pokaźną część własnego urobku eksportuje, szkoda byłoby poświęcać energetyczną niezależność na rzecz konieczności importowania większej ilości ropy naftowej.

Lokalni eksperci uważają, że wyjściem z sytuacji mógłby być rozwój strategii DOM (Delayed Original Manufacturing), czyli uruchomienie centrów konwersji, które na mocy porozumień z producentami bądź importerami dokonywałyby adaptacji nowych aut na napęd gazowy w specjalnie do tego przeznaczonych halach. Nie trzeba by tu zresztą zaczynać od zera – już teraz zewnętrzne firmy dostarczają fabrykom opracowane na zewnątrz systemy LPG, które na liniach produkcyjnych trafiają pod maski nowych samochodów (na takiej zasadzie Orbital dostarcza Fordowi układy LPI). Lokalna branża ma też niezbędne doświadczenie, by w krótkim czasie opracować systemy do nowych modeli aut i zrobić to w zgodzie z obowiązującymi przepisami.

Niemałą rolę w całej sprawie odgrywa oczywiście kwestia ewentualnego bezrobocia po wycofaniu się motoryzacyjnych gigantów z Australii. Pracownicy fabryk Holdena, Forda i Toyoty otrzymają wprawdzie solidne odprawy, ale nie zmienia to zasadniczo faktu, że pójdą na bruk. Przygotowanie i wdrożenie systemu konwersji DOM dla samochodów importowanych może więc nie tylko uratować gospodarkę przed ciosem, jakim byłby upadek branży autogazu, ale i stać się szansą dla zwolnionych pracowników na znalezienie zatrudnienia w pokrewnej gałęzi przemysłu. Wprawdzie wykwalifikowanych specjalistów w dziedzinie adaptacji i obsługi samochodów nie brakuje, ale zapotrzebowanie na ich pracę na pewno wzrośnie, jeśli na szeroką skalę ruszą autoryzowane centra konwersji.

Pomimo niewesołej sytuacji jest więc promyk nadziei. Australijska branża autogazu musi jednak wykazać się inicjatywą, elastycznością i aktywnością, by dostosować się do nowej sytuacji i w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje zmieniający się rynek. Nic nie jest jeszcze stracone, ale na pewno nie można usiąść i czekać w przekonaniu, że „jakoś to będzie”, bo wtedy szansa przejdzie koło nosa i będzie za późno, by cokolwiek ratować. Trzymamy kciuki za Australię, wszak szkoda byłoby zaprzepaścić kilka dekad pracy i doświadczeń. Zmiany nie są złe, trzeba tylko odpowiednio nimi pokierować!


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Eric Hahn (Elgas) poprzez WLPGA



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.