REKLAMA
05.11.2013

Diesel: drgawki przedśmiertne?

Coraz częściej i coraz głośniej mówi się o tym, że złote czasy silników o zapłonie samoczynnym przemijają. Ich udział w rynku nowo sprzedawanych samochodów w Europie jest dziś dominujący, jednak nawet producenci aut uważają, że to kwestia czasu. Dlaczego? Wszystko przez (a może dzięki?) zaostrzające się normy emisji spalin.
REKLAMA
Peugeot 206 GTi HDifot. PeugeotJeżeli specjaliści się nie mylą, plakietki oznaczające rodzaj napędu zawierające literę D mogą zacząć znikać z samochodów ok. 2020 r.

Co drugi samochód kupowany w Wielkiej Brytanii ma „ropniaka” pod maską. Jeszcze większą popularnością diesle cieszą się w Hiszpanii czy Francji, gdzie wybiera je 7 na 10 klientów. Średnia unijna wynosi zaś 55%. W szerszej perspektywie rodzi to pewne problemy – europejskie rafinerie, by sprostać wciąż rosnącemu popytowi na olej napędowy, muszą produkować także coraz więcej benzyny. Problem jednak w tym, że zapotrzebowanie na nią spada i nie bardzo wiadomo, co z nią robić. Koncerny paliwowe ratunku upatrują w eksporcie nadmiaru paliw do Ameryki Północnej czy Afryki, ale w ciągu kilku lat problem może rozwiązać się sam.

Dominację silników wysokoprężnych mogą bowiem ukrócić – i, o ile nie nastąpi nagły przełom technologiczny, prawdopodobnie to zrobią – coraz surowsze przepisy w zakresie dozwolonych ilości szkodliwych związków zawartych w spalinach. Sprostanie wymogom normy Euro 5 było już wyzwaniem, dostosowanie się do założeń Euro 6 będzie już graniczyć z czarną magią, a przy Euro 7 diesle mogą chyba tylko liczyć na cud. Jeżeli takowy się nie wydarzy, diesle zostaną pogrzebane przez rosnące koszty dostosowania ich do coraz surowszych przepisów.

Już dziś, za sprawą m. in. filtrów cząstek stałych i układów dopalania tlenków azotu w układzie wydechowym, koszty te są wysokie, ale statystyki sprzedaży nie kłamią – nabywcy chcą aut, które nominalnie (choć minimalnie) mniej palą, nawet jeżeli kosztują znacznie więcej w zakupie. Gdyby to na spokojnie policzyć przed wizytą w salonie, okazałoby się, że ten dodatkowy nakład nigdy się nie zwraca (chyba że po 200 tys. km przebiegu, ale pierwsi właściciele aut nie jeżdżą nimi tak długo, przynajmniej nie w Europie Zachodniej). Wkrótce jednak opracowanie nowych diesli może stać się jeszcze droższe, co z pewnością przełoży się na ceny u dealerów.

Dodajmy do tego, że współczesne silniki benzynowe oferują podobną siłę napędową przy podobnie niskich prędkościach obrotowych, palą niewiele więcej, a wciąż pozostają technologicznie prostsze, a więc tańsze w produkcji i serwisowaniu. Czy dni „ropniaków” są policzone, a ich los przesądzony? Niewykluczone, ale my nie będziemy po nich płakać – więcej „benzyniaków” to więcej możliwości adaptacji na napęd gazowy!


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Autocar, e-petrol.pl



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.