REKLAMA
Zamknij
Następne zdjęcie
Cała galeria
1 z 16
fot. gazeo.pl / Tu nie ma miejsca na błędy - w wielu miejscach walka toczy się zderzak w zderzak poprzednie następne
02.06.2014

Green Hybrid Cup Poznań 2014 - gaz na torze!

Green Hybrid Cup Poznań 2014 - gaz na torze! fot. gazeo.pl

W słoneczny weekend 24 i 25 maja na Torze Poznań rozegrano drugą w sezonie 2014 eliminację BRC Green Hybrid Cup, czyli wyścigów hybrydowych samochodów napędzanych po „spalinowej stronie mocy” autogazem. Emocji nie brakowało!
REKLAMA
Ładowanie video...

 

Początek pierwszego wyścigufot. gazeo.plNa pierwszych okrążeniach stawka była jeszcze dość ścisła, lecz rozluźniała się w miarę trwania wyścigu

Cały sezon Green Hybrid Cup, rozgrywek organizowanych przez włoską firmę BRC, producenta samochodowych instalacji gazowych używanych także w wyścigowych Kiach Vengach, obejmuje tylko sześć weekendów, przy czym za każdym razem rozgrywane są dwa biegi. To daje dwanaście wyścigów, przy czym w drugim danego dnia kierowcy z pierwszych ośmiu miejsc zawsze startują w odwróconej kolejności – zwycięzcy pierwszej potyczki trafiają na koniec pierwszej ósemki, przegrani na początek stawki, a tak naprawdę najbardziej poszkodowani są ci ze środka „peletonu”, bo nic nie zyskują. Ale też nie tracą. Niemniej, skoro liczba startów jest umiarkowana, klasyfikacyjne punkty warto zaczynać zbierać od samego początku i wytrwale walczyć o kolejne.

Paolo Palanti na prowadzeniu w pierwszym wyścigufot. gazeo.plPaolo Palanti pewnie zmierza po zwycięstwo

W tym roku na czoło stawki po pierwszym starciu, rozgrywanym na torze Vallelunga we Włoszech, wysforowali się młody Jacopo Lombardelli, ambitnie walczący w 2013 r., oraz doświadczony Jimmy Ghione – triumfator Green Scout Cup (poprzednika Green Hybrid Cup, gdy samochody nie były jeszcze hybrydami) z 2012 r. oraz wicemistrz Green Hybrid Cup 2013 (musiał wówczas uznać wyższość młodziutkiej Alessandry Breny, która zdążyła już pożegnać się z pucharem). W Poznaniu walka toczyła się więc między Lombardellim i Ghione, jednak czarnym koniem potyczki okazał się Paolo Palanti, po pierwszej rundzie zajmujący niezbyt okazałe, ósme miejsce. W eliminacjach jednak zawodnik ten popędził kota kolegom i zajął pole position, które w pierwszym z niedzielnych wyścigów przekuł w swoje pierwsze zwycięstwo, mimo że podczas wyścigu musiał na niespełna jedno okrążenie oddać prowadzenie Jimmy'emu Ghione i Giuseppe Gulizii, którzy dzięki elektrycznemu „dopalaczowi” wyprzedzili go na pierwszej prostej. Palanti szybko wrócił na pozycję lidera, Ghione i Gulizia walczyli zaś zażarcie o drugie miejsce. Gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta – po drobnej kolizji tych zawodników Lombardelli sprawnie ich wyprzedził i jechał za Palantim. Na siódmym okrążeniu Gulizię wyeliminowała awaria skrzyni biegów i pierwszy bieg skończył się dla niego przedwcześnie. W przerwie między odsłonami zmagań na torze skrzynię jednak naprawiono i Gulizia wystartował w drugim wyścigu.

Paolo Palanti - zwycięzca pierwszego wyścigufot. gazeo.plPo wygranym wyścigu z twarzy Paolo Palantiego nie schodził uśmiech. Czy można mu się dziwić?

Palanti nie wypuścił już cennego prowadzenia z rąk. Lombardelli i Ghione przyjechali tuż za nim, odpowiednio na 2. i 3. pozycji, a więc zasadniczy kształt tabeli „generalki” nie uległ zmianie – Lombardelli „uciekł” Ghionemu na kilka dodatkowych punktów (po Vallelundze prowadził zaledwie dwoma oczkami), a Palanti w dalszym ciągu im nie zagraża. Jak się okazało, jeszcze więcej emocji czekało na widzów w drugim starciu. I nie ma co się dziwić – zepchnięci do „ogona” pierwszej ósemki najszybsi kierowcy zawsze starają się jak najszybciej odrobić wymuszone straty i przepchnąć się na pozycje liderów (cały wyścig trwa 20 minut plus 1 okrążenie, więc czasu jest niewiele), a to czyni walkę na asfalcie bardziej zajadłą i podnosi ryzyko dojścia do kolizji. I rzeczywiście – na drugim okrążeniu, po „bliskim spotkaniu” z jednym z rywali, tor opuścił weteran wyścigów Arturo Merzario (uszkodził chłodnicę oleju i „krwawiącym” samochodem zjechał do boksu), potem zaś, z powodu obaw o poniewierające się po nawierzchni elementy nadwozi i plamy oleju, nad torem załopotała żółta flaga i do akcji wkroczył samochód bezpieczeństwa oraz sędziowie przeczesujący swoim bacznym wzrokiem nawierzchnię. Kierowcy nie mogli się wyprzedzać, a czas uciekał (wyścig kończy się po upływie regulaminowych 20 minut i jednym dodatkowym „kółku”, bez względu na okoliczności).

Gdy wóz bezpieczeństwa ustąpił i walka rozgorzała na nowo, na zakończeniu prostej start/meta na piątym okrążeniu doszło do kolizji na tyle poważnej, że dwa auta nie tylko odpadły z rywalizacji, ale nawet nie były w stanie wrócić do padoku o własnych siłach. Wśród poszkodowanych znalazła się prowadzona przez Alberto Biraghiego Venga w barwach Stako Worthington, uderzona z tyłu przez – również w ten spos&…
 

Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu

Co jeszcze wydarzyło się w drugim wyścigu i jak się on zakończył?
Czytaj na stronie drugiej!

Pozostało: 50%


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: relacja własna



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.