REKLAMA
04.01.2010

Koniec opłaty recyklingowej?

Jak podał „Dziennik Gazeta Prawna”, władze Unii Europejskiej kwestionują zasadność pobierania 500-złotowej opłaty recyklingowej przy pierwszej rejestracji pojazdu. Zdaniem brukselskich urzędników, naliczanie jej jest niezgodne z przepisami obowiązującymi na terenie Wspólnoty. A co z tymi, którzy już zapłacili?

REKLAMA
Dreamstime.com© MelisbflyDreamstime.com


Od momentu wprowadzenia opłaty w 2006 r., z jej tytułu do kasy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przekazano już ponad 1,7 mld zł (liczba samochodów nowych i sprowadzonych do Polski wyniosła ok. 3,5 mln). Jeżeli Unia postawi na swoim, dalszy wpływ pieniędzy zostanie wstrzymany, a być może rząd zostanie także zmuszony do zwrócenia kierowcom wniesionych do tej pory wpłat. Dla budżetu będzie to spory cios, a więc niewykluczone, że wkrótce pojawi się jakiś nowy podatek, z którego dochody zostaną przeznaczone na łatanie powstałej dziury.

Według dyrektywy unijnej, stojącej w sprzeczności z polskimi przepisami, obowiązek utylizacji pojazdu wycofanego z eksploatacji spoczywa na producencie lub importerze, czyli tym, kto wprowadza samochód na rynek. W Polsce tak nie jest - 500 zł płacą tylko ci, którzy w ciągu roku sprowadzają do kraju nie więcej niż 1000 aut. Duzi importerzy, np. przedstawiciele największych koncernów samochodowych, nie są do tego zobligowani, w związku z czym uiszczanie stosownej kwoty zostaje przeniesione na kupującego.

Jako rozwiązanie, Ministerstwo Środowiska zaproponowało podczas negocjacji z Komisją Europejską - w zamian za zachowanie zebranych do tej pory pieniędzy - likwidację opłaty recyklingowej i usunięcie jej z polskiej legislacji. Komisja zgodzi się na ten postulat, jeżeli zostanie spełniony także jej warunek: środki mają zostać w ciągu kilku lat całkowicie przekazane stacjom demontażu samochodów, co do tej pory przebiegało niezbyt sprawnie. Złomowiska dostały zaledwie 90 mln zł, a aż miliard trafił do gmin, które za tę sumę prowadzą inwestycje w infrastrukturę wodno-ściekową. Chyba nie za to płacili kierowcy? NFOŚiGW tłumaczy, że tylko pożyczył gminom pieniądze, sęk w tym, że aż na 15 lat.

Pojawia się pewien kłopot: jeśli opłata zniknie, a jej miejsce zajmie model faworyzowany przez Unię, w ostatecznym rozliczeniu i tak na pewno zapłacą kierowcy. Wprawdzie nie przyjdzie im już wpłacać po 500 zł na fundusz celowy, ale mogą spodziewać się podwyżek cen nowych aut, spowodowanych wyższymi kosztami ponoszonymi przez producenta. Koniec końców, wyjdzie na to samo, ale w taki sposób, żeby nikt się nie czepiał.




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Dziennik Gazeta Prawna



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.