REKLAMA
25.07.2016

Podatek ekologiczny - cichy powrót?

Temat planowanego podatku tzw. ekologicznego, który uderzyłby w posiadaczy starych, niespełniających norm emisji spalin samochodów, nie jest nowy. Kilkukrotnie odkładano go do szuflady, teraz jednak – bez rozgłosu – powraca.
REKLAMA
Spaliny wydostające się z rury wydechowejfot. Auto EvolutionPodatek ekologiczny ma zmotywować właścicieli starych samochodów do pozbycia się ich. Tyle że jeśli kogoś będzie stać na płacenie nowego obciążenia, będzie mógł jeździć i truć dalej

Zaczęło się w 2005 r., potem sprawa nabrała rumieńców w roku 2009. Pomysł był taki, że podatek akcyzowy nakładany na samochody zostanie w całości zastąpiony nową daniną – podatkiem eko(nie)logicznym, którego stawka będzie tym wyższa, im starszy samochód. Na razie istnieją tylko wstępne założenia, ale do końca lata minister finansów ma przedstawić konkretny projekt zmian obecnych przepisów. Wtedy będziemy mogli mówić o liczbach, dziś pozostaniemy przy ogólnym komentarzu.

A ten może być tylko jeden: posłowie kolejny raz dowodzą, że oderwali się od rzeczywistości w momencie uzyskania mandatu (a może i wcześniej) i bujają w obłokach. Eliminowanie z dróg i ulic starych samochodów to wprawdzie szczytna idea, niestety realizowana kosztem tych, których na nowocześniejsze i bardziej przyjazne środowisku pojazdy nie stać. Jeżeli stawka dla najstarszych samochodów będzie na podobnym poziomie, jak w projekcie z 2009 r. (3000 zł), mnóstwo ludzi w pośpiechu zacznie szukać kupców na swoje auta, bo pozbycie się ich za grosze mimo wszystko wyda się lepszym rozwiązaniem niż podwajanie wartości corocznie wpłacaną „dziesięciną”. Choć co do formy naliczania opłat (jednorazowo lub cyklicznie) nie zapadły jeszcze wiążące decyzje, wstępnie mówi się o 500 zł rocznie.

Druga sprawa to kryteria, według których naliczany będzie podatek: nowy samochód z silnikiem V6 czy V8 niekoniecznie jest mniej uciążliwy dla środowiska niż „nastoletnie” auto segmentu A czy B. Jeżeli mamy podchodzić do sprawy rzeczowo, skontrolujmy emisję spalin każdego auta (podczas najbliższego badania technicznego) i eliminujmy na podstawie faktycznej emisji, a nie roku produkcji zapisanego w dowodzie rejestracyjnym.

No i sprawa trzecia: jak się ma ten projekt do 3 mln samochodów napędzanych LPG, które jeżdżą po Polsce wzdłuż i wszerz? W Paryżu ostatnio wprowadzono ograniczenia w dostępie do miasta dla aut nie spełniających określonych norm, ale pojazdy napędzane autogazem postawiono tam z założenia na uprzywilejowanej pozycji – bez względu na rok produkcji (byle powyżej 1997) mogą poruszać się po francuskiej stolicy bez ograniczeń.

Różnica polega też na tym, że we Francji władze nie karzą ludzi za stare samochody corocznymi opłatami, lecz utrudniają im życie ograniczeniami w zakresie wstępu do centrów miast. U nas starym autem będzie można nadal wszędzie wjechać, a więc w dalszym ciągu będziemy wdychać trucizny ulatujące z rur wydechowych, tyle że hajs w budżecie będzie się zgadzał. Obawiamy się, że o to tu chodzi, a nie o jakość powietrza i nasze zdrowie. Wrócimy do tematu, gdy pojawi się więcej szczegółów.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Onet



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.