21.10.2008

Elektryzujący Mini Cooper

Jeden z najbardziej udanych i najpopularniejszych samochodów-gadżetów, Mini, doczekał się właśnie wersji „na baterie”. Nie znaczy to wcale, że teraz będą go mogły prowadzić dzieci...
REKLAMA
Mini EMiniMini E

Chętni do zakupu powinni ostudzić swój zapał, ponieważ BMW (właściciel marki Mini) zapowiedziało, że nim ruszy sprzedaż, samochód zostanie wypożyczony ok. 500 firmom i osobom prywatnym w celu oceny w warunkach codziennej eksploatacji. Ten specyficzny sposób promocji to nie nowość - podobnie postąpiła Honda ze swoim wodorowym FCX Clarity oraz Mitsubishi z elektrycznym i MiEV. Taka moda widocznie... Mini „pod napięciem” trafią do kilku stanów USA - Kalifornii, Nowego Jorku i New Jersey. Producent nie wyklucza jednak, że i w Europie będzie można sobie „poużywać”.

Mini EMiniMini E
Mini EMiniMini E


Proces produkcji nowych aut nieco się skomplikował w porównaniu z modelem spalinowym. Prawie kompletne samochody, bez silników i układu przeniesienia napędu, będą powstawać w angielskiej fabryce w Oxfordzie, po czym w mateczniku BMW w Monachium zostaną wyposażone w brakujące elementy. Motor elektryczny zasilany jest oczywiście z baterii litowo-jonowych, niespodzianka polega zaś na tym, że akumulatory zastąpiły tylną kanapę, czyniąc z Mini E coś w rodzaju dwumiejscowego coupe. Zapas energii można odnowić w ok. 8 godzin, korzystając ze zwykłego gniazdka. Kupujący będą mogli jednak dokupić również specjalną ładowarkę do powieszenia na ścianie garażu, za pośrednictwem której czas „tankowania” skróci się do 2,5 godziny. Standardowo w Mini E znajdzie się system odzyskujący ciepło z pracujących hamulców i przetwarzający je w elektryczność.

Zasięg wynosi przyzwoite 240 km, ale jego zwiększeniu na pewno nie pomaga masa własna, zaliczająca autko do wagi ciężkiej - 1456 kg. Solidną dawkę mocy wykrzesano za to z silnika - 204 KM i 220 Nm momentu obrotowego zapewniają przyspieszenie do 100 km/h w 8,5 s, a wskazówka prędkościomierza przestaje się wspinać po skali dopiero przy 152 km/h (w czym „zasługa” elektronicznego ograniczenia).
Z zewnątrz można nie zauważyć od razu, że mamy do czynienia z „czystym” Mini. Na drugi rzut oka zauważymy jednak, że rury wydechowe gdzieś się zapodziały, a w kilku miejscach nadwozia pojawiły się naklejki w kształcie żółtej wtyczki. Wewnątrz, oprócz wspomnianego braku kanapy, jedyną poważną różnicą jest zastąpienie obrotomierza wskaźnikiem naładowania akumulatorów.

Mini EMiniMini E

Wygląda na to, że „porażony” Mini nie straci wiele ze swojego zawadiackiego charakteru, w czym zasługa przede wszystkim solidnego motoru. Szkoda jednak, że auto ma nadwagę, która może pogorszyć jego powszechnie chwalone własności jezdne, a połowa dotychczasowej załogi będzie musiała zostawać w domu z powodu braku miejsc siedzących. Liczymy, że do czasu uruchomienia produkcji wielkoseryjnej to i owo się poprawi.




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: BMW



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.