REKLAMA
01.12.2010

Bentley mówi dieslom "nie"

Świat budzi się z wysokoprężnego snu, który coraz częściej okazuje się koszmarem. W popularnej prasie motoryzacyjnej zaczyna się pisać prawdę o pułapkach czyhających na nieświadomych użytkowników diesli, a kolejni producenci zastanawiają się, czy aby jest sens dalej inwestować w rozwój jednostek zasilanych „czarnym” paliwem. Do ich grona dołącza znamienity Bentley.

REKLAMA
Continental GT po zmianach na rok modelowy 2011BentleyContinental GT po zmianach na rok modelowy 2011


Pisaliśmy niedawno o tym, że Honda porzuca prace nad dieslami na rzecz technologii hybrydowej, zaś Volkswagen, owszem, utrzyma przy życiu swoje legendarne TDI, ale nie będzie zaprzęgał ich do pracy w napędach spalinowo-elektrycznych, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Trend ten zaczyna - powoli, ale stabilnie - nabierać rozpędu, oto bowiem następne marki deklarują stopniowe odchodzenie od wytwarzania silników o zapłonie samoczynnym lub wręcz niepodejmowanie tematu.

Choć w segmencie premium, zdominowanym przez Audi, BMW i Mercedesa, modele z dodatkowym oznaczeniem zawierającym literę D (TDI, CDI itp.) rządzą niemal niepodzielnie, w klasie samochodów najbardziej luksusowych - a więc jeszcze o jedną półkę wyżej - „ropniaka” ze świecą szukać. Rolls-Royce’y, Bentleye i Maybachy, kupowane przez najmożniejszych tego świata, poruszają się wyłącznie za sprawą energii zawartej w benzynie. Jeżdżący nimi szejkowie i naftowi oligarchowie za nic mają ideę oszczędzania na

Continental GT po zmianach na rok modelowy 2011BentleyContinental GT po zmianach na rok modelowy 2011


kosztach paliwa, a przy okazji raczej nie życzą sobie odgłosu charakterystycznego klekotania spod maski ani nieprzyjemnego, kwaśnego zapachu za autem. Nie wspominając już o dymieniu...

Przedstawiciele należącej do koncernu Volkswagena marki z uskrzydlonym B w herbie ogłosili ostatnio, że nie zamierzają montować wysokoprężnego „serca” do któregokolwiek ze swoich modeli, przynajmniej tych produkowanych seryjnie. Powód? Oczekująca na wprowadzenie w życie norma Euro 6 uczyni technologię dieslowską jeszcze bardziej skomplikowaną i kosztowną, a nie wiadomo, czy zainteresowanie klientów byłoby wystarczająco duże, by tak poważna operacja była rentowna. W Japonii, Chinach i USA, czyli krajach stanowiących dla Bentleya ważne rynki zbytu, klienci nie chcą jeździć dieslami, a sprzedając je tylko w rozkochanej w nich Europie firma mogłaby odnotować straty. Brian Gush, szef działu zespołów napędowych szlachetnej angielskiej marki, mówi wprost: „W rozległych rejonach świata takie samochody po prostu nie miałyby wzięcia”.

Serce Coninentala GT bije dla benzyny - tutaj olej napędowy nie ma wstępu. I mieć nie będzie!BentleySerce Coninentala GT bije dla benzyny - tutaj olej napędowy nie ma wstępu. I mieć nie będzie!


Współczesne „ropniaki” mało palą, dorównują osiągami benzynowym odpowiednikom i nie emitują tyle co one dwutlenku węgla. Sęk w tym, że kosztują znacznie więcej i mają licznych zagorzałych przeciwników, którzy za żadne skarby nie dadzą się przekonać do przesiadki z „benzyniaków”. Dla amatorów ekologii (których zresztą w gronie nabywców Bentleya nie ma pewnie zbyt wielu) marka przygotowała możliwość opcjonalnego zasilania silników spalających Pb 95 bioetanolem, choć można się spodziewać, że ponad 90% z nich nigdy nie pozna smaku czegokolwiek innego niż poczciwej „bezołowiowej”. Czy zmierzch oleju napędowego jest nieunikniony? Coraz więcej na to wskazuje...




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Bentley, informacja własna



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.