REKLAMA
20.08.2014

Samochody elektryczne - teoretycznie idealne

Bycie optymistą na pewno się w życiu przydaje, ale bycie hurra-optymistą powoduje, że łatwo stracić kontakt z rzeczywistością. Zagorzali fani samochodów elektrycznych powinni czasem zdjąć z nosów różowe okulary i trzeźwo spojrzeć na świat.
REKLAMA

Choć kibicujemy upowszechnianiu przyjaznych środowisku samochodów, pewnych barier nie da się pokonać od razu i – mimo niezaprzeczalnych korzyści takiego rozwiązania – nie zaczniemy masowo jeździć autami „na baterie” ani dziś, ani jutro, ani nawet za 5 lat. Nie wszyscy zdają się o tym pamiętać i w swym uwielbieniu dla elektrycznych pojazdów odkładają na bok zdrowy rozsądek, dla pewności jeszcze przykrywając go gazetą.

Peugeot iOnfot. gazeo.plPeugeot iOn, czyli samochód mniejszy od Fiata Pandy, o zasięgu 100 km na jednym ładowaniu i w cenie dobrze wyposażonego Opla Insignii. Jacyś chętni?

Zainspirował nas tekst o wyższości aut napędzanych energią czerpaną z akumulatorów nad tymi wyposażonymi w wodorowe ogniwa paliwowe, wytwarzające „siłę życiową” bezpośrednio na pokładzie. Jego autor twierdzi, że samochody na wodór to tylko mrzonka i wymówka producentów aut, którzy poprzez tego rodzaju pojazdy pokazują, że coś tam robią z myślą o przyszłości, ale tak naprawdę wciąż oferują w swoich salonach tylko konwencjonalne modele spalinowe. Tymczasem, zdaniem autora, mogliby już dzisiaj postawić na elektryczność i przekuć puste deklaracje w czyn.

Z powyższym się zgadzamy, nie zgadzamy się jednak z argumentami (przynajmniej nie ze wszystkimi), jakie autor wytacza na poparcie zalet samochodów na prąd. Po pierwsze, kwestia oszczędzania godziny-dwóch miesięcznie po zamianie samochodu spalinowego na elektryczny. W końcu nie trzeba jeździć na stację i sterczeć przy dystrybutorze – wystarczy po całym dniu jazdy podpiąć się do gniazdka i zapomnieć. Tak, o ile ma się dom. Ale jak ładować akumulator, kiedy mieszka się w bloku?

Autor twierdzi też, że przeszkodą na drodze do upowszechnienia się ogniw paliwowych jest koszt budowy stacji tankowania wodoru, ale zapomina, że infrastruktury do ładowania baterii też nie ma. Sama rozwinięta sieć elektryczna i fakt tworzenia zapotrzebowania na energię w nocy (kiedy dużo się marnuje, bo obciążenie wyraźnie spada) nie wystarczą. A zresztą, nawet gdy powstaną słupki do „szybkiego” ładowania (o ile w końcu wreszcie kiedyś być może jakimś cudem powstaną), ich używanie będzie oznaczać czekanie pół godziny na napełnienie w 80%. Zazwyczaj w ciągu dnia, nie nocą. Godzina czy dwie poświęcone miesięcznie na tankowanie paliwa nagle nie wydają się taką stratą czasu, prawda?

fot. FordPiękny widok. Szkoda, że tak niewiele mający wspólnego z polską rzeczywistością

Kolejny argument przeciwko wodorowi to jego pośrednio kopalne pochodzenie. Mimo, że to najpowszechniejszy pierwiastek we wszechświecie, nigdzie nie występuje w stanie wolnym, więc trzeba coś „popsuć”, żeby go uzyskać. Tym „cosiem” może być metan, wciąż w lwiej części wydobywany spod ziemi (jako gaz ziemny). Fakt, ale prądu do bateryjnych samochodów elektrycznych też nie wytwarza się wyłącznie z użyciem wiatru, wody i słońca – gros energii na świecie produkuje się z węgla i atomu, a to również nie są źródła ani odnawialne, ani przyjazne Matce Naturze.

Pozostaje jeszcze oczywiście kwestia zasięgu. Życzymy pomyślności każdemu, kto zdecyduje się pojechać elektrycznym autem na wakacje. Nawet gdyby istniały gęsto i regularnie rozmieszczone stacje ładowania, perspektywa przymusowego postoju na 30 minut co każde 120 km nie wzbudza w człowieku nadmiernego wanderlustu. Oczywiście przy obecnym stanie rozwoju (a raczej niedorozwoju) infrastruktury wodorowej auto w ogniwem wypada w tej materii równie słabo, ale chodzi nam o niezachłystywanie się autami elektrycznymi, bo ich zalety są dziś obwarowane wieloma zastrzeżeniami. Póki nie nastąpi przełom w technologii akumulatorów i na jednym „do pełna” nie da się przejechać co najmniej 500 i więcej km, niestety będziemy czuć się w obowiązku studzić wszelkie przejawy nadmiernego entuzjazmu.

Mówiąc mało oryginalnie, wszystko jest względne. Może w porównaniu z autami wyposażonymi w ogniwa paliwowe modele bateryjne wypadają rzeczywiście korzystniej, ale to trochę tak, jakby wykazywać wyższość np. CNG nad amoniakiem (zestawienie czysto przypadkowe). Co z tego, że sprężony gaz ziemny przewyższałby amoniak pod każdym względem (nie sprawdzaliśmy, czy faktycznie tak by było, ale to w tej chwili nieważne), skoro w całej Polsce nie ma nawet 30 stacji, gdzie można by to paliwo zatankować? Dlatego jeżeli ktoś powie Wam, że elektryczny samochód to najlepsza z dostępnych opcji, wiedzcie, że tylko pod pewnymi warunkami.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: informacja własna z inspiracji Green Autoblog



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.