20.02.2012

Tesla Model X - sokół na baterie

Tesla nie grzeszy inwencją w nazywaniu swoich samochodów. Roadster to... roadster, Model S to sedan, a najnowszy Model X to crossover (gdzie X to cross). Czego autom zbywa na nomenklaturze, to odrabiają urodą i rozwiązaniami technicznymi. Ostatnia propozycja amerykańskiej firmy ma potencjał, by zawstydzić nie tylko wszystkie modele elektryczne dostępne na rynku, ale nawet... Lamborghini!
REKLAMA
fot. TeslaProporcje nadwozia zgrabnie ukrywają jego niemal pięciometrową długość

Choć rynkowy żywot pierwszej Tesli – opartego na konstrukcji Lotusa Elise Roadstera – dobiega końca, producent ani myśli zasypiać gruszek w popiele i stosuje jedynie słuszny chwyt ucieczki do przodu. Wprawdzie zainteresowani kupnem nowych modeli będą musieli uzbroić się w cierpliwość, bo sporo wody upłynie jeszcze w Wiśle, nim zasiądą za kierownicami swoich upragnionych maszyn, ale rezerwacje można składać już teraz. Niedawna prezentacja Modelu X sprawiła, że zamówienia zaczęły napływać szerokim strumieniem i to zarówno na świeżutkiego crossovera, jak i sportowego sedana Model S, który nowemu członkowi rodziny użyczył płyty podłogowej. W ciągu zaledwie jednego dnia znalazło się 500 (pięciuset!) chętnych, skłonnych do wyłożenia od 5000 (za wersję standardową) do 40 tys. (za topowy model Signature) dolarów przedpłaty za elektrycznego CUV-a, którego

fot. TeslaJeżeli kiedyś zobaczysz ten tył przed sobą zza kierownicy własnego samochodu, nie zamykaj obiegu powietrza w aucie - wdzierający się do wnętrza smród spalin diesla ci nie grozi

produkcja nie ruszy nawet przed 2013, a dostawy do klientów nie rozpoczną się aż do 2014 r. I choć niektórzy widząc „iksa” zrezygnowali z wcześniej zamówionych Modeli S właśnie na jego rzecz, przedstawiciele Tesli twierdzą, że także liczba rezerwacji na sportowego sedana wzrosła, i to aż o 30%.

Co sprawiło, że łączący cechy kombi, vana i SUV-a z domieszką coupé „X”, obok którego BMW X6 wygląda jak cegła przy kostce wytwornego mydła, tak mocno chwycił za serce potencjalnych nabywców? W dużej mierze bez wątpienia atrakcyjna stylizacja, skrywająca gadżet, którym Tesla ma szansę zakasować wspomniane Lambo. Są to niesamowite tylne drzwi, robiące na pierwszy rzut oka otwieranych pod wiatr „kurołapek”, w rzeczywistości unoszące się jednak do góry na wzór „skrzydeł mewy”

fot. TeslaElektryfikacja bardzo upraszcza samochód od strony mechanicznej

Mercedesa 300 SL. Tutaj, aby wskazać na innowacyjność i odżegnać się od oskarżeń o powielanie już użytych rozwiązań, drzwi nazwano skrzydłami sokoła (Falcon Wings). Podczas otwierania, niecodzienne wrota „łamią” się wpół, dzięki czemu łatwiej obsłużyć je z wnętrza, a ponadto nie potrzebują wiele przestrzeni na zatłoczonych parkingach, by... hmm... rozwinąć skrzydła. Ponieważ jednak nie samymi drzwiami człowiek żyje, Model X oferuje też technikę, która uczyniła jego producenta jednym ze światowych liderów raczkującego rynku pojazdów elektrycznych.

Przede wszystkim, do wyboru są dwie konfiguracje akumulatorów. Jako że debiutant opiera się na architekturze Modelu S, będą one identyczne jak w sedanie, z wyłączeniem jednak podstawowego.

fot. TeslaAż chciałoby się wejść pod jej opiekuńcze skrzydła

Mniejszy pakiet ma pojemność 60, większy zaś 85 kWh. Z racji większej masy własnej, zasięg w porównaniu z „eską” spada o 10% (dlatego zrezygnowano z opcji akumulatora 40 kWh), ale i tak możliwy do pokonania po jednorazowym naładowaniu dystans wynosi do 435 km, w zależności od użytego zestawu ogniw. Taka wartość jest już całkiem akceptowalna, zwłaszcza że nie mamy do czynienia z miejską „pierdzimączką”, ale poważnym samochodem, zdolnym uwieźć (i pewnie też uwieść) siedem osób wraz z bagażem, z pewnością w bardzo komfortowych warunkach. A skoro mowa o bagażu, czas na jeszcze jedną niespodziankę: „iks” ma... dwa kufry! Z racji braku silnika spalinowego, pod przednią pokrywą udało się wygospodarować dodatkową przestrzeń – fakt, że o dość skromnej kubaturze, ale wartość dodana pozostaje, a i torba z kijami do golfa powinna się zmieścić.

Zgodnie z panującą modą, auto tej klasy powinno być dostępne z napędem na jedną lub obie osie. I

fot. TeslaGaraż nowego modelu może być dość wąski, ale odpowiednia wysokość to podstawa

rzeczywiście, Model X można zamawiać w odmianie z mocą wysyłaną wyłącznie „na południe”, czyli na tył, lub jako czteronapędówkę. Na tym jednak opcje się nie kończą, bowiem w ramach wariantu 4x4 oferuje się jeszcze wybór pomiędzy modelami „zwykłym” i Performance. Ten drugi ma ponoć przyspieszać od 0 do 100 km/h w czasie ok. 5 s, znacznie mniej przy tym zwracając na siebie uwagę niż spalinowa konkurencja. Całe auto nie będzie za to znacznie mniej kosztować niż rzeczona konkurencja, ale przecież nie o to chodzi, ponieważ w segmencie premium o klienta nie walczy się niską ceną, a ktokolwiek by spróbował, dostanie od rywali po głowie za psucie rynku. Dlatego też Model X ma zostać wyceniony na podobnym poziomie, jak zadomowione na rynku propozycje z tej samej półki (czyli np. Mercedes GL, Lexus LX oraz nowe Infiniti JX), a także niewiele wyżej, niż Model S. Cena tegoż wynosi zaś 67400 dolarów za wersję z ogniwem o pojemności 60 kWh oraz 77400 dolarów za wariant z większym akumulatorem. Tanio nie będzie, przynajmniej na razie, jednak Tesla ma w planach również wprowadzenie na rynek modelu bardziej masowego i odpowiednio przystępniejszego. O tym jednak w stosownym, wciąż dość odległym momencie.




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Tesla



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.