REKLAMA
24.08.2009

Ofiara swojego geniuszu?

Kto wie, jakby się potoczyły losy General Motors, największego do niedawna koncernu motoryzacyjnego świata, gdyby 10 lat temu firma nie wycofała z produkcji auta, które mogło zmienić bieg historii. Zapraszam na przejażdżkę modelem General Motors EV1.
REKLAMA
EV1General MotorsEV1

Na początku lat 90. koncern General Motors nie musiał się martwić kryzysem finansowym, wysokimi cenami paliwa i ostrą rywalizacją z konkurencyjnymi firmami. Amerykańska firma produkowała to, co wychodziło jej najlepiej - paliwożerne pick-upy w rozmiarze king size, które klienci ochoczo kupowali i wszystko szło dobrze. Koncern GM nie musiał produkować oszczędnych aut, rozwijać alternatywnych źródeł napędu, przejmować się pustą kasą i zastanawiać się nad przyszłością. Można powiedzieć - sielanka. I właśnie wtedy, w tych bardzo sprzyjających okolicznościach, GM pokazał auto, które zaprzeczało wszystkiemu, co koncern do tej pory robił, wyprzedziło swoje czasy i gdyby wciąż było produkowane, być może dziś nasze drogi wyglądałyby inaczej.

Inaczej, czyli jak? Na pewno futurystycznie, bo zaprezentowany w 1996 roku model EV1 nawet dziś, prawie 15 lat po premierze, wygląda bardzo nowocześnie, jakby przybył z przyszłości. Nadwozie EV1 wciąż może się pochwalić najmniejszym współczynnikiem oporu powietrza Cx=0,19 - jeszcze nigdy żadne auto było tak „niezauważalne” dla powietrza. Ale nie tylko na tym polegał geniusz tego modelu. Dwuosobowy EV1 wyposażony był w silnik elektryczny o mocy 137 KM. Napędzane elektronami serce oferowało moment obrotowy o wartości 149 Nm, który dostępny był już od pierwszego aż do siedmiotysięcznego obrotu silnika na minutę. EV1 rozpędzał się do setki w nieco ponad 8 s, rozwijał maksymalnie 130 km/h i na w pełni naładowanych bateriach mógł przejechać od 160 do 225 km (w zależności od modelu oraz rodzaju baterii - słabsze ołowiowo-kwasowe zastąpiono z czasem efektywniejszymi niklowo-metalowymi). Oprócz tego EV1 był jednym z pierwszych aut, w którym aluminiowy szkielet konstrukcji połączono z plastikowymi elementami nadwozia, dzięki czemu auto było lekkie (1400 kg mimo ciężkich baterii), a także pierwszym wyposażonym w szkielet foteli i koła wykonane z magnezu (co pozwoliło obniżyć masę), bezkluczykowy system uruchamiania silnika, system ostrzegający o niskim ciśnieniu w oponach, szyby blokujące filtry UV oraz opony pozwalające na jazdę nawet po ich przebiciu. Obecnie takie rozwiązania to nic nadzwyczajnego, ale pamiętajmy, że mówimy o aucie, które rozpoczęto projektować na początku lat 90.

EV1General MotorsEV1

O tym, że EV1 był autem rewolucyjnym niech świadczy też fakt, że jego premierę transmitowały nie tylko amerykańskie stacje telewizyjne, ale także brytyjska BBC i japońska NHK. EV1 dostępny był w leasingu (w zależności od modelu i roku miesięczna rata wynosiła od 299 do 579 dolarów), a listy oczekujących były tak długie, że większość zainteresowanych nigdy nie miała okazji pojeździć wymarzonym autem. GM oczekiwał, że EV1 będzie drugim lub trzecim samochodem w rodzinie, jednak jego właściciele używali go jako pierwszego auta (tak był praktyczny) i zrzeszali się w prężne fankluby. Użytkownicy doceniali dobre osiągi i długi zasięg (nawet nowsze auta elektryczne nie zawsze są lepsze od EV1), wysoki komfort jazdy, stosunkowo praktyczne nadwozie oraz przyjemność z jazdy (to zasługa m.in. bezszelestnej pracy silnika). EV1 osiągnął sukces i spodobał się nie tylko nielicznym właścicielom (przez trzy lata powstało raptem 1117 egzemplarzy), ale także dziennikarzom i specjalistom z branży. Nagle jednak GM zmienił zdanie i zakończył jeden z najbardziej udanych eksperymentów z autem elektrycznym w historii motoryzacji. Dlaczego?

Zanim spróbujemy na to odpowiedzieć, musimy wiedzieć, że EV1 powstał jako odpowiedź na potrzeby władzy. Na początku lat 90. kilka amerykańskich stanów postanowiło poprawić jakość powietrza. Jednym z celów było przekonanie siedmiu największych firm w USA, aby rozpoczęły masową produkcję aut elektrycznych. Początkowo modele na prąd miały stanowić 2% wyprodukowanych aut, ale z czasem odsetek ten miał rosnąć i na przykład w 2003 roku osiągnąć 10%. General Motors zgodził się na to i rozpoczął produkcję EV1. Odzew klientów był niesamowity - zapisy na auto przeprowadzano przez telefon, ale niewiele z tego wyszło, ponieważ pierwszego dnia linie telefoniczne się zawiesiły z powodu niesamowitego wręcz zainteresowania klientów - w dniu premiery ponad 10 tys. ludzi chciało zamówić EV1! Niestety, mimo tak dużego zainteresowania i pomocy ze strony władz GM w bardzo podejrzany i zaskakujący wycofał auto z produkcji już w 1999 roku.

Koncern odebrał klientom EV1, tłumacząc się wysokimi kosztami produkcji i utrzymania, co dziwi tym bardziej, że zdesperowani klienci chcieli nie tylko wykupić swoje egzemplarze EV1, ale także chcieli wziąć na siebie koszty wszystkich napraw. Mimo to GM uznał, że produkcja i koszty projektu są za duże i należy go zakończyć. Firma powoływała się także na wyniki przeprowadzonych przez siebie badań, z których wynikało, że klienci chcieliby kupować auta elektryczne, gdyby były one o 28 tys. dolarów tańsze od konkurencyjnych modeli z tradycyjnymi silnikami. Zastanawiające wyniki, tym bardziej że konkurenci EV1 kosztowali około 25 tys. dolarów, co by znaczyło, że GM musiałby nie tylko dawać auto za darmo, ale także płacić klientom kilka tysięcy dolarów. Gdzie tu logika? Owe wyniki podważa także inne, tym razem niezależne badanie, według którego co piąty klient chciałby kupić aut elektryczne i był w stanie wydać na nie więcej niż na podobne auto z tradycyjnym silnikiem. Któremu badaniu wierzyć? Wiele pytań budzi także sposób, w jaki GM potraktował egzemplarze EV1. Większość z nich została zniszczona po odebraniu od klientów, a tylko kilka sztuk trafiło do uniwersyteckich ośrodków badawczych, tyle tylko że z wyłączonym silnikiem i pod absolutnym zakazem ponownego uruchomienia auta i używania go po drodze publicznej. Kilka egzemplarzy EV1 zostało z czasem reaktywowanych i ponownie wyjechały na drogi, co dosłownie rozwścieczało GM i kończyło się sprawami w sądzie.

EV1General MotorsEV1

Wielu Amerykanów uważa, że koncern GM nagle zrezygnował z EV1 pod wpływem lobby krajów eksportujących ropę naftową, dla których EV1 to auto, które zagrażało ich interesom. Powstał na ten temat nawet film dokumentalny „Who killed the electric car?”, jednak nie daje on żadnej wiarygodnej i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie „Komu zależało na tym, by EV1 zniknął z dróg?”. Cała sprawa jest tym bardziej pikantna, że obecnie pojawia się coraz więcej samochodów elektrycznych, czasami nawet wyraźnie gorszych niż EV1. Kto wie, czy gdyby EV1 pozostał w produkcji, General Motors zamiast zbankrutować, zmieniłby świat? EV1 pokazuje, że już 15 lat temu amerykańska firma była gotowa na wprowadzenie alternatywnych źródeł napędu - EV1 powstał nie tylko jako auto elektryczne, ale także jako hybryda i model napędzany CNG. EV1 wyprzedził swoje czasy i chyba padł ofiarą swojego geniuszu. Pionierzy zmieniają świat, ale nie zawsze mają z górki.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Filip Otto
źródło: General Motors



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.