Zamknij
Następne zdjęcie
Cała galeria
1 z 7
fot. Toyota / Elektryfikacja to zła wiadomość dla majsterkowiczów - tutaj się samemu nic nie zrobi... poprzednie następne
23.07.2012

Toyota RAV4 EV - anty-SUV

Toyota RAV4 EV - anty-SUV fot. Toyota

Im większy samochód, tym gwałtowniejszy budzi gniew ekologów. Szczególnie wrogimi spojrzeniami „zieloni” obdarzali zawsze terenówki, SUV-y i crossovery, coraz rzadziej służące do eksploracji dziewiczej dżungli, a częściej do lansu w mieście. Toyotę RAV4 EV mogą jednak pokochać, a nawet przykuć się do niej jak do przeznaczonego do wycinki drzewa.
REKLAMA
Wersja EV jeździ podobnie, jak inne RAV4, tyle że znacznie ciszejfot. ToyotaZmodyfikowany przód nadwozia zdradza, że to nie jest "normalny" RAV4, jednak poza tym zmieniło się niewiele

Hybrydyzacja to już za mało! Toyota, czując na karku oddech zbliżających się konkurentów, postanowiła wykonać jedynie słuszny manewr, czyli ucieczkę do przodu i od samochodów spalinowo-elektrycznych na różnych stadiach zaawansowania (z modelami plug-in włącznie) przejść do aut karmionych wyłącznie elektronami. Co ciekawe jednak, Japończycy – choć są ekspertami w dziedzinie napędów mieszanych – nie opracowali napędu swojego pierwszego seryjnego EV samodzielnie, lecz powierzyli zadanie innym uznanym specjalistom, czyli firmie Tesla. Sądząc po dotychczasowych własnych dokonaniach tego rozwijającego się producenta, praca została wykonana na piątkę z plusem, jednak Toyota najwyraźniej otrzymała od Amerykanów wysoki rachunek za realizację zlecenia, bowiem cena RAV4 po elektryfikacji wzrosła dwukrotnie. Zamiast 25530 dolarów, których dealerzy w USA żądają za podstawową wersję Limited z silnikiem benzynowym, za EV trzeba będzie wyłożyć 49800 „zielonych”. Cóż, cena pierwszeństwa... Ale co się dostaje za te pieniądze?

Z tej perspektywy trudno dopatrzeć się, że to auto nie używa paliwfot. ToyotaPrzeszkodą w sprowadzeniu auta do Europy może być prosty fakt, że wersji z takim rozstawem osi po tej stronie Atlantyku po prostu nie ma. Ale za to "nasz" RAV4 przeszedł facelifting

Oczywiście silnik elektryczny zamiast spalinowego (chociaż przekazujący napęd tylko na jedną oś, konkretnie przednią) i pakiet akumulatorów litowo-jonowych w miejsce zbiornika paliwa. Zasilana z baterii jednostka dysponuje mocą 154 KM i może pracować w dwóch trybach – Normal i Sport. W pierwszym, elektryczna „ravka” rozpędza się do 100 km/h w ok. 9 s i osiąga 137 km/h, natomiast drugi zakres charakteryzują następujące parametry: 0-100 km/h w nieco ponad 7 s i prędkość maksymalna dochodząca do 160 km/h. Czyli teoretycznie w sam raz, żeby jechać przez godzinę pełną parą, nim w ogniwach zabraknie energii. Gdy to nastąpi, ponowne ładowanie ze źródła 240 V/40 A potrwa nawet 6 godzin. Biorąc pod uwagę niski zasięg (160 km) i długotrwały proces odzyskiwania go, spodziewamy się, że mało kto zbliży się do ustalonego na 100 tys. mil (160 tys. km, czyli przynajmniej tysiąc ładowań) gwarancyjnego limitu przebiegu dla akumulatorów. Znacznie łatwiej będzie osiągnąć 8-letnią barierę czasową. Swoją drogą, warunki ochrony serwisowej dla baterii są takie same jak te obejmujące auta produkowane bezpośrednio pod marką Tesla. Dziwnym nie jest...

Takie tankowanie wciąż długo trwa. Jeszcze za długo...fot. ToyotaJak każdy samochód elektryczny, RAV4 EV ma powolną przemianę materii - "karmienie" trwa 6 godzin

Na tym etapie Toyota nie zamierza jednak oferować RAV4 EV jako pełnoprawnej wersji silnikowej. Stworzony na bazie amerykańskiej, przedłużonej odmiany popularnego także u nas SUV-a model elektryczny powstanie w ciągu najbliższych trzech lat w liczbie ok. 2600 egzemplarzy, a więc o zalewie rynku nie ma mowy, nawet gdyby znaleźli się chętni do kupienia jednego RAV-a w cenie dwóch (promocja taka...). Procedura produkcyjna jest zresztą bardziej złożona niż w przypadku pojazdów z napędem konwencjonalnym, bowiem gotowe moduły napędowe wyjeżdżają z zakładów Tesli w Palo Alto w Kalifornii, po czym są montowane w autach w kanadyjskiej fabryce Toyoty. Stamtąd natomiast samochody wracają na rynki wielkich aglomeracji kalifornijskich, gdzie na początek ruszy ich sprzedaż. Tak skomplikowana logistyka tłumaczy w pewnej mierze wygórowaną cenę końcową. Cóż, pierwsze telefony komórkowe i telewizory plazmowe też ktoś swego czasu kupował, choć ich cena była niewspółmiernie wysoka wobec możliwości, więc pewnie i na „RAV-czwórki” z wtyczką nie zabraknie nabywców. Czekamy na wersję europejską!




Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Toyota



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.