12.01.2012

Zugo - samochód dla żartu

Pamiętacie Yugo? To taki surogat samochodu produkcji jugosłowiańskiej Zastavy, który przez moment robił nawet karierę w USA. Pewien młody projektant postanowił przenieść ideę budżetowego auta z Bałkanów w XXI w., zgłaszając swój udział w konkursie designerskim zorganizowanym w Zagrzebiu. Co z tego wyszło? Szóste miejsce i... kupa śmiechu!
REKLAMA
Zalety Zugo przedstawione są w formie wymownych grafik. Tu: wpływ niskiej masy na łatwość pchania po wyczerpaniu się energii w akumulatorachMiloš ParipovićZalety Zugo przedstawione są w formie wymownych grafik. Tu: wpływ niskiej masy na łatwość pchania po wyczerpaniu się energii w akumulatorach

Oryginalny Yugo, którego powołano do życia pod koniec lat 70. minionego stulecia, był prosty jak konstrukcja bata. Oparto go na podzespołach Fiata 127, wyposażono w gaźnikowe silniki i opakowano w zgrzebne, kanciaste nadwozie typu hatchback o trojgu drzwi. W rodzimej Jugosławii to zupełnie wystarczało (bo i musiało), a produkowany w latach 1980-2008 samochód obrósł jeżeli nie kultem, to z pewnością sentymentem. Na przełomie lat 80. i 90. eksportowano go do USA, gdzie przez 6 lat (1985-1991) sprzedano ponad 140 tys. egzemplarzy. Karierę przerwały zaostrzające się normy emisji, którym Yugo nie był w stanie sprostać, niska jakość wykonania oraz przemiany społeczno-polityczne na Bałkanach po upadku komunizmu. „Jednorazowe” auto (choć udzielano na nie 10-letniej gwarancji z limitem do 100 tys. mil!) zrobiło nawet karierę w kinie, pojawiając się w trzeciej odsłonie przygód niezniszczalnego detektywa Johna McClane’a w filmie Szklana Pułapka 3. I to by było na tyle - pisać o tym wehikule więcej to marnować czas potrzebny na wykonanie znacznie istotniejszych dla ludzkości i świata czynności, takich jak gapienie się w sufit lub drapanie się po... plecach.

Podgrzewana klapa bagażnika, by twoim bliskim nie marzły dłonie - cóż za troska...Miloš ParipovićPodgrzewana klapa bagażnika, by twoim bliskim nie marzły dłonie - cóż za troska...

Nie wszyscy jednak zapomnieli o poczciwym toczydle z Kragujevac. Miloš Paripović, artysta domeny cyfrowej, stworzył Yugo nowej generacji, czyli elektryczne Zugo. Nazwa następcy powstała przez zwykłą pomyłkę, za sprawą zapisania jej na klawiaturze o innym standardzie (w układzie QWERTZ zamiast QWERTY) i tak już zostało. W założeniu, współczesna interpretacja to pojazd równie nieskomplikowany, skierowany do wiernych fanów pierwowzoru. Całe przedsięwzięcie jest projektem typu open source, czyli można go modyfikować i rozwijać według własnych potrzeb, bez konieczności kontaktowania się z autorem. Ma być tani i prosty w naprawie dzięki udostępnieniu wszystkich schematów technicznych, a także wyposażony w szereg nowoczesnych technologii i niezwykłych udogodnień, mających wywoływać luźne skojarzenia z pierwotnym Yugo. Trzeba jednak pamiętać, aby potraktować je z dużym przymrużeniem oka, zresztą przeczytajcie sami...

Zugo jest samochodem w pełni bezpiecznym, zwłaszcza kiedy nie jedzieMiloš ParipovićZugo jest samochodem w pełni bezpiecznym, zwłaszcza kiedy nie jedzie

Po pierwsze, Zugo miałby zostać wykonany z lekkich i wytrzymałych kompozytów. Oczywiście stanowi to wartość samą w sobie, ale są i dodatkowe zalety: kiedy w akumulatorach zabraknie energii i przyjdzie nam pchać auto do najbliższego miejsca, gdzie da się podładować ogniwa, docenimy jego niską masę. Wiadomo - samochodu elektrycznego nie można dotankować z rezerwowego kanistra ani zapalić „na popych”, a więc przystosowanie do długotrwałego „napędu mięśniowego” wydaje się nieodzowne. Czyżby przytyk do wątpliwej niezawodności oryginału? Niska masa własna to jeszcze nie wszystko - w klapę bagażnika wbudowano bowiem podgrzewacze (!), by podczas pchania zimą nie marzły dłonie. Przypomina się dowcip o ogrzewanej tylnej szybie naszego poczciwego Malucha, która, według żartu, miała służyć identycznemu celowi. Zugo, jako produkt XXI w., ma jednak przewagę - czujniki nacisku przekazują kierowcy informację o tym, czy ktoś z pomocników się aby nie ociąga.

A do tego cichym i oszczędnym! Czegóż chcieć więcej?Miloš ParipovićA do tego cichym i oszczędnym! Czegóż chcieć więcej?

Zugo, będąc dzieckiem ery komputerowej, przypomina „mózgi elektronowe”, zwłaszcza te wyposażone w systemy operacyjne serii W., produkcji firmy M. Autor całego projektu radzi, że w razie awarii wystarczy pozamykać szyby w oknach, wysiąść, zamknąć drzwi, po czym ponownie je otworzyć i wsiąść z powrotem. „Twardy reset” jako metoda dobra na wszystko? W przypadku komputerów działa, podobnie ma być w odniesieniu do ekonomicznego „elektryka”. Miloš Paripović wskazuje także na wysoki poziom bezpieczeństwa (długo stojącemu w garażu autu nic się nie dzieje!), oszczędność (silnik wyłącza się na każdym skrzyżowaniu, niekoniecznie za sprawą systemu start/stop - to znowu aluzja do awaryjności dawnego Yugo) oraz cichą pracę (co z kolei ma pomóc przyłapać na gorącym uczynku niczego nie podejrzewającego sąsiada baraszkującego w łóżku z żoną właściciela).

Czym wobec tego jest Zugo? Bo na pewno nie pomysłem na prawdziwy samochód, który może w niedługim czasie wyjechać na drogi. Stanowi raczej oko puszczone do miłośników motoryzacji i lekkie wyśmianie szumu medialnego, jaki narósł wokół samochodów elektrycznych. Cała sprawa jest bowiem satyrą, chociaż z tym pchaniem po rozładowaniu to dosyć gorzki żart, zwłaszcza dla tych, którzy już zdecydowali się na zakup aut z wtyczką. Autorowi gratulujemy inwencji i poczucia humoru, a sobie i wszystkim kierowcom życzymy takich aut na prąd, których nie imają się podobne uszczypliwości.


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Miloš Paripović



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.