14.02.2011

Hyundai Tucson ix FCEV - era wodoru jest blisko

Elektryczna motoryzacja niejedno ma imię. Karmiony elektronami zamiast oktanów samochód może być zasilany z naładowanych uprzednio akumulatorów, być wspomagany przez silnik spalinowy po wyczerpaniu zapasów lub wytwarzać energię w ogniwie paliwowym, np. wodorowym. Tę ostatnią zasadę praktykuje kompaktowy SUV Hyundaia w wersji Fuel-Cell Electric Vehicle.
REKLAMA
Tucson ix FCEVHyundaiTucson ix FCEV

Rzadziej niż kilka lat remu słyszy się ostatnio o postępie prac nad samochodami wyposażonymi w ogniwa paliwowe. Nie znaczy to jednak, że wszyscy zasypiają gruszki w popiele. Koreańczycy nie tylko nie zarzucili badań na rzecz rozwoju tej obiecującej technologii, ale wręcz ogłosili bardzo konkretne plany odnośnie jej komercjalizacji. Już w 2015 r., co nie brzmi przecież jak science-fiction, na drogi wyjechać ma seryjny pojazd na wodór. Nie krótka seria testowa, ale masowo wytwarzany model. Na ile rzeczywiście masowy, dopiero się okaże, ale brzmi obiecująco.

W Tucsonie ix FCEV (w Europie jego konwencjonalna wersja jest znana pod nazwą ix35) zamontowano ogniwo o mocy 100 kW. Potrzebny mu do pracy wodór płynie z dwóch zbiorników, w których przechowywany jest pod ciśnieniem sięgającym 700 barów. Wytworzona w ogniwie energia elektryczna nie służy jednak do bezpośredniego zasilania silnika, lecz trafia najpierw do akumulatora o pojemności 21 kWh. Dopiero stąd pobiera ją jednostka napędowa, a więc można powiedzieć, że auto działa jak bateryjny pojazd elektryczny (BEV), tyle że dysponujący własną „elektrownią”. Zmniejszoną zresztą o 20% w stosunku do poprzedniej wersji i zachowującą pełną sprawność nawet w temperaturze -25° C.

Od odpowiedników z wtyczką Hyundai różni się - zdecydowanie na plus - zasięgiem, który po zatankowaniu wodoru do pełna wynosi aż 650 km (o 76% więcej niż mógł przejechać poprzedni Tucson FCEV). Także wartość maksymalnej prędkości nie przynosi „koreańczykowi” ujmy, bowiem przyspieszanie kończy się po osiągnięciu 160 km/h. Najnowszemu Tucsonowi niestraszne są więc długie, pozamiejskie trasy, a ponadto nie wisi nad nim widmo trwającego kilka godzin ładowania baterii. Jedyne „ale” to infrastruktura do napełniania zbiorników najpowszechniejszym pierwiastkiem we wszechświecie. Na całym świecie funkcjonuje obecnie jedynie garstka takich obiektów, wzniesionych głównie w celach eksperymentalnych. Czy zmieni się to w ciągu najbliższych czterech lat - czyli do momentu rozpoczęcia sprzedaży wodorowo-elektrycznego Hyundaia - na tyle, żeby ulice mogły się zapełnić tego rodzaju samochodami? Oto jest pytanie...


Sprawdź! Zamów wycenę instalacji LPG do swojego samochodu


Newsletter


  • 7 tys. czytelników
  • Auta na LPG
  • Testy i relacje wideo
  • Nowości i porady

Robert Markowski
źródło: Hyundai



gazeo.pl 2007-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.