Nie ma znaczenia sposób regulacji zaworów - czy płytkowy, czy za pomocą śruby regulacyjnej. To nie tak, że płytkowa regulacja stanowi sama w sobie barierę technologiczną dla instalacji LPG. Po prostu w związku z tym, że nie istnieje w silniku element odpowiedzialny za automatyczne kasowanie luzu zaworowego, należy o właściwą regulację zaworów zadbać w ramach programu serwisowego. Jest to prawda uniwersalna niezależna od typu paliwa. Niemal wszystkie silniki Hondy posiadają regulację "ręczną" luzu zaworowego, a zagazowaliśmy z pełnym sukcesem już bardzo wiele tych aut - włacznie z wysokowydajnymi VTI, kręcącymi się powyżej 9000 obr/min. Hondy wedle wieści gminnej, tez nie tolerują gazu... I co? Jakoś działają i się zawory nie palą.
Teraz - co do samego użycia paliwa LPG:
Nie jest prawdą, że temperatura spalania posiadającej odpowiedni stechiometryczny skład mieszanki LPG z powietrzem, daje istotnie wyższą temperaturę spalania w stosunku do stechiometrycznej mieszanki benzyny z powietrzem. Różnica sięga najwyżej 20 stopni Celsjusza.
Będące utrapieniem części użytkowników LPG uszkodzenia zaworów, spowodowane są nie tyle używaniem LPG, jako takiego, a złym składem mieszanki wynikającym z nieprawidłowego ustawienia instalacji, i/lub złego doboru podzespołów - krótko mówiąc - z wszechobecnego partactwa instalatorów.
Odpowiednia wiedza, schludny i odpowiedzialny montaż, oraz drobiazgowa regulacja instalacji LPG, pozwala uzyskać w każdym zakresie pracy silnika mieszankę bardzo zbliżoną do benzynowej, a co za tym idzie - uniknąć jakiegokolwiek problemu z wypalaniem zaworów i gniazd.
Stosowanie tzw. "lubryfikacji" jest bzdurą, lipą i zwykłym naciąganiem przejętego potencjalnymi zagrożeniami "świeżaka". Nikt nie potrafi wskazać zasady działania tej tajemniczej substancji, nikt nie umie powiedzieć mi, w jaki sposób następuje osławione "smarowanie" (lubryfikowanie) zaworów i przylgni, nikt nie wie, dlaczego niby miałoby następować ewentualne obniżenie szybkości zjawiska termoerozji tych powierzchni, zwłaszcza, że zasadą działania owego czarodziejskiego urządzenia jest wkraplanie bez jakiejkolwiek dokładności w początek kolektora ssącego niezwykle małej ilości nierozpylonych kropelek (sumarycznie - ok 1 litra na 5-6 tys. km) cieczy przypominającej kolorem sfermentowany mocz wielbłąda chorego na koklusz. Podobno palnej :-)
Kapłanka plemienia Zulusów mówi, że jeśli kierowca w czasie jazdy stoi na głowie i bardzo szybko czyta od tyłu "pater noster" z modlitewnika ukradzionego białemu holenderskiemu misjonarzowi, to rzeczywiście działa.
A tak naprawdę, to po prostu trzeba założyć porządnie dobrą instalację, porządnie ją wyregulować. I jeździć, gwiżdżąc na lipne propagandowe chrzanienie, niczym o wycieczkach do sanktuarium w Licheniu, połączone z prezentacją 666 garnków znanej firmy :-D