media.daimler.comSmart Fortwo EDKiedy ma się ten niefart, że nie wpadło się na coś jako pierwszy i nadganianie za konkurencją zajmuje zbyt wiele czasu i pochłania za duże pieniądze, producenci samochodów wyciągają z rękawa sprawdzonego asa. „Dogadują” się z kimś, kto ma to, na czym im zależy i kupują niezbędny know-how. Najnowszym dowodem na to, jak dobrze sprawdza się w praktyce takie rozwiązanie, jest Smart Fortwo ED, który jeszcze w tym roku zacznie zjeżdżać z taśm produkcyjnych we Francji.
„Mikrus” na prąd nie jest sam w sobie nowością. Cały szkopuł leży w akumulatorach, które od teraz, dzięki umowie z Teslą, będą litowo-jonowe, a więc wydajniejsze i trwalsze od stosowanych dotychczas ogniw niklowo-metalowych. Jak podaje producent, autko ma pokonywać na jednym ładowaniu ok. 115 kilometrów, a koszt przejechania takiego dystansu wyniesie w Niemczech zaledwie 2 euro. Coś jak samochód za darmo, tylko trzeba go najpierw kupić.
media.daimler.comSmart Fortwo EDEkologiczny Fortwo otrzyma motor o mocy 30 kW (41 KM), wytwarzający 120 Nm momentu obrotowego, i będzie przyspieszał do 60 km/h w 6,5 s. Na pierwszy rzut oka to skromnie, ale w końcu mówimy o dwumiejscowym samochodziku miejskim, a nie gran turismo do podróży transkontynentalnych. To nie oznacza jednak, że Smart ma nie dawać kierowcyprzyjemności - baterie ulokowano w nim pod podłogą, pomiędzy osiami, co powinno sprzyjać dobremu rozkładowi masy i obniżeniu środka ciężkości, a więc cechom najważniejszym z punktu widzenia właściwości jezdnych.
Chętni do zakupu nowego autka powinni uzbroić się w cierpliwość, najlepiej hurtowo! Fortwo ED będzie w początkowej fazie swojej rynkowej egzystencji użyczany wybranym klientom w Berlinie oraz innych miastach Europy i USA, gdzie ma wytworzyć zapotrzebowanie i wykreować modę na samochody elektryczne. Gdy już wszyscy się „napalą” i zaczną walić do salonów drzwiami i oknami, błagając sprzedawców o Smarty, co ma nastąpić w roku 2012, każdy chętny będzie mógł sobie takiego sprawić. Dobrze, że nie trzeba mieć talonu!
Co ciekawe, „elektryfikacja” nie odbywa się kosztem użyteczności Fortwo. Jak wyjaśniają jego twórcy, jest to możliwe dzięki projektowaniu go od samego początku z myślą o adaptacji na zasilanie z akumulatorów (chodzi m. in. o zarezerwowanie odpowiedniej przestrzeni w podwoziu na zespół baterii). Inna sprawa, że Smart w ogóle nie należy do samochodów szczególnie praktycznych - także w wersjach spalinowych nie zabierze na pokład więcej niż dwóch osób i ich skromnego bagażu, np. codziennych zakupów.
media.daimler.comSmart Fortwo EDŁadowanie ogniw litowo-jonowych odbywa się za pośrednictwem klasycznego gniazdka i trwa całą noc, jeżeli zależy nam na napełnieniu od 0 do 100%. Ponieważ jednak, według producenta, typowe miejskie zasięgi dzienne wynoszą nie więcej niż 30-40 kilometrów, wystarczy podpięcie do „źródełka” na ok. 3 godziny, by odzyskać pełną sprawność „zbiornika”. Przy okazji, gdy autko zasysa energię, można nakazać mu schłodzenie wnętrza, dzięki czemu w czasie jazdy nie trzeba będzie tracić cennych kilowatogodzin na pracę klimatyzacji.
Na początku Smart wywoływał pobłażliwe uśmieszki i dyskretny chichot, ponieważ nikt nie brał go na poważnie. Minęło 10 lat i okazuje się, że jego koncepcja udowodniła - choć nie bez trudu - swoją słuszność. Teraz firma idzie dalej i staje w awangardzie motoryzacji jutra. Z elektrycznego Smarta nikt już nie powinien się śmiać, a raczej go pożądać. Jeśli nie dziś, to na pewno za trzy lata.